Bezradność

Po ciszy przychodzę do Was z refleksjami, które długo chodzą mi po głowie. Mam też stosowne cytaty, a właściwie zacytuję fragment wywiadu Juliusza Kurkiewicza z Julianem Barnes’em z magazynu Książki nr.27 (grudzień 2017) oraz strawestuję fragment artykułu z Magazynu Świątecznego Gazety Wyborczej z 3-4 marca 2018 Natalii Szostak, pt.:”Poezja lajkami liczona”.

Julian Barnes:

„(…) Kiedyś wydawcy byli mniej bezwzględni, wierzyli, że mają misję do spełnienia- odkryć czyjś talent i powoli budować pozycję autora, licząc na to, że któraś książka będzie przełomowa, a autor wystrzeli. Dziś wydają tylko te debiuty, które mogą się okazać bestsellerami. Dają milion dolarów zaliczki i pakują wielkie pieniądze w promocję. Jeśli się nie uda, porzucają autora. Tak samo, jeśli nie wypali jego kolejna powieść.

Jeden z brytyjskich wydawców powiedział mi niedawno, że nie wydaje debiutu, dopóki autor nie zgromadzi 30 tys.czytelników obserwujących jego profil na Facebooku. To okropne. Jeśli reklama zostaje przerzucona na barki autora, to jak ma znaleźć czas  i spokój, żeby pisać?”

To zaiste okropne, ile pereł przez to nigdy nie wypłynie?

Trzeba być harpią, marketingowcem. W większości pisarze nieodkryci pracują zawodowo, do tego mają rodziny- egzystują. Wyrywają godziny na pisanie, a przydałoby się znaleźć czas na czytanie również, które jest najlepszym warsztatem dla autora i naturalną potrzebą.

Wychodzi na to, że trzeba zacząć od końca, napisać jedną rzecz, a potem trąbić o tym w internecie, siedzieć na forach, odwiedzać strony, pisać komentarze, błyszczeć, żebrać o recenzje, wzmianki, szukać obserwatorów, etc. Skąd mieć na to siły, energię? Gdzie tu chwila do namysłu dla autora?A do tego to podcinanie skrzydeł, brak odpowiedzi od wydawców. Nawet nie poinformują człowieka, czy przeczytali tekst.

Liczy się tylko zysk, pisarze piszą pod target.

Z podobnym ostracyzmem ze strony wydawców spotkała się Anna Ciarkowska. Wydawnictwo Otwarte nie wydało tomiku jej wierszy, jednak gdy zaczęła  publikować w internecie i zdobyła 16 tys. obserwatorów na instagramie  oraz 60 tys. fanów na fejsie- wydawnictwo zmieniło zdanie, stwierdziło, że to się opłaca.

Wydawnictwa obserwują trendy na świecie, a sukces Rupi Kaur, która na tle zdjęć publikowała swoją poezję, obserwuje 2, 3 miliona ludzi, a to rodzi wymierne zyski. Nikt nie ma zastrzeżeń do jakości. Ilość użytkowników, bo trudno powiedzieć- czytelników, decyduje. Sprzeda się? Są nabywcy? To drukujemy!

Kto dziś jest mentorem?

Gdzie Ci poławiacze pereł?

Są tylko gardła, a raczej gardziele nienasycone, krzyczące KASA, KASA, KASA.

Mało który z recenzentów czyta rzetelne, wnikliwe, wszystkie wydawnictw proszą o skróty, konspekty, pobieżnie oceniają i odrzucają teksty.I ten słynny tekst: nie mieści się w profilu wydawniczym wydawnictwa. Formułka- wydmuszka, gdy już ktoś litościwie zdobędzie się na to, by odpisać.

     A jednak jest światełko w tunelu. Jedna Pani z wydawnictwa WAB napisała do mnie, że przeczytała mojego Frustrata, niestety nie mieści się w profilu wydawniczym(!), ale prosi mnie o przesłanie moich opowiadań. Jest to dla mnie czytelny sygnał, że książka poruszyła jakąś czułą strunę i po prostu nie mogą mnie tak zwyczajnie odwalić, zignorować.

I tu życie płata mi figla, gdyż popsuła mi się drukarka, nadszedł termin planowanego wyjazdu na wakacje i  jak dotąd, nie miałam szansy jeszcze ich wysłać! A trochę mam do drukowania… Fatalistycznie przeczuwam, że zanim je wyślę, Pani z WAB  już o mnie zapomni, przysypana innymi wydrukami! Złośliwość rzeczy martwych…

Inną kwestią, ale bardzo istotną jest też krótka żywotność książki. Dziś trąbi się o planowanych premierach, robi wielkie premiery, goni za nowością. A książki napisane, dobre, któż po roku, dwóch o nich pamięta?(wyjątki, książki nagradzane). Świat goni za nowością, media szukają pożywki, by miały o czym pisać. A temat premiery jest zawsze interesujący i mniej absorbujący dla dziennikarza, niż analiza książki na przykład. Przy premierze i wywiad się przeprowadzi z autorem, w którym to on promuje swoje dzieło i zachęca, nie trzeba się aż tak dużo wysilać, a czasem nawet przeczytać…Tylko blurba.

Żyjemy coraz szybciej, coraz bardziej pobieżnie i płytko.

 

 

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *