Elvis w szafie.

 

      Pamięci mojej babci Stasi i dziadka Antka.

 

 

Wczesne lata 80, PRL, prowincja.

Rok szkolny się skończył i dzieci znów mogły hasać bez ograniczeń po podwórku wśród kur, kaczek i gęsi. Musiały też pracować, przewracać siano, zagrabiać je i ładować na furę, po to, by potem udeptywać w sąsieku. Musiały również pomagać przy zbieraniu stonki na ziemniakach i pieleniu grządek. Dla nich były to typowe, zwyczajne wakacje.

Magdalena stała przed lustrem i malowała usta na kolor bordowy. Poprawiała również koński ogon pełen ciemnych, grubych włosów, dosyć długich jak na powszechną modę na obcinanie początkiem lat ’80. Szykowała  się do kościoła. Właśnie mijała druga rocznica śmierci Franka, jej męża. Zawał, pierwszy i ostatni. Nie wiadomo czemu, bo teść i jego bracia nie chorowali, nie słyszeli w rodzinie o zawałach. Stało się. Może z przepracowania, może z upału, bo wtedy panowały straszne temperatury- ponad trzydzieści trzy stopnie….

Magdalena została młodą wdową z trójką dzieci i gospodarką. Pomagali teściowie, bracia Franka. Ale to była harówka każdego dnia.

Od pracy na polu i łąkach Magdalena miała smagłą cerę, prawie jak Cyganka. Szerokie brwi podkreślały zielone oczy. Nos miała nieduży i wykrojone usta. W uszach nosiła drobne złote kolczyki z pojedynczym koralem w środku. Ładna była, ale ona nie miała czasu o tym myśleć. Trójka dzieci: Rózia, Stefek i Ewelinka oraz cielątka, kury, gęsi i kaczki, psy i niezliczone ilości kociąt sprawiały, że cały czas pracowała, z nielicznymi chwilami na przerwę.

Wczoraj też się natrudziła. Upiekła ciasta, zrobiła nóżki w galarecie, setkę klusek, rolady, kapustę i rosół. Wszystko do nocy, po to, by  przyzwoicie uczcić z całą rodziną pamięć Franka. No, dzieci pomogły jej również, a jakże. Stefek wyszorował drewniane podłogi, a Rózia obrała ziemniaki, pomogła przy ciastach, Ewelinka kulała kluski. Dla dzieci na wsi nie ma taryfy ulgowej, a zwłaszcza  w wakacje…

Magdalena poszła do sypialni, tam, z szafy wyjęła bistorową, zieloną sukienkę. Pomyślała, że na pewno będzie jej w niej duszno w kościele. Spojrzała na Franka z ich zdjęcia ślubnego wiszącego nad łóżkiem obok świętych obrazeczków, proporczyków Maryjnych i krzyżyków, zdjęć Jana Pawła II. A potem rzuciła krótkie spojrzenie do szafy i z westchnieniem zamknęła bardzo energicznie jej wieko.

Z kozetki wyjęła obrączkę i pierścionek zaręczynowy, z wielkim rubinowym oczkiem, prawie na pół palca, teściowa wielokrotnie jej wypominała, że dwie krowy kosztował.

Ubrała białe sandały i zabrała białą torebkę, i  pieszo wyruszyła na mszę. Dzieci pobiegły już wcześniej po kuzynostwo i daleko stadnie kroczyły do kościoła, mając daleko za sobą mamę.

Magdalenę po drugiej stronie ulicy wymijała  Hanka z Andrzejem, niby skinęła głową, ale trzymając męża pod pazuchę, mocniej go do siebie przyciągnęła.

„Znowu to samo, jestem wdową, to myślą, że im chłopów poodbijam, czy co. Zwariowały.”

Ale Magdalena nie wiedziała o tym, jak ładnie wygląda opalona w tym jasnym deseniu zieleni, który współgrał z jej zielonymi oczyma. Nie widziała, ile było w jej chodzie  wigoru, ile życia w niej samej.

Kobiety na wsi bały się jej urody i tego, że co któryś ze słabszym charakterem mógłby się zauroczyć i wpaść w jej sidła. A wiadomo, że do pracy na roli, to niejednego byłaby w stanie namówić i  gotowa omamić.

Dlatego wolały ją omijać szerokim łukiem, a mężów pilnować. „Niech pomagają jej szwagrowie, a nie inni!”- szeptały.

Magdalena nie liczyła na pomoc tych innych. Sama umiała zrobić wiele. Ale zaorać pole, zbalować słomę- tu potrzebny był mężczyzna. I bracia męża pomagali, bo wiedzieli, że ta osierocona rodzina, zwłaszcza dzieci, przecież  brata rodzonego, nie miałyby wtenczas z czego żyć.

Na mszy proboszcz wpatrywał się w Magdalenę, po mszy, jak poszła zapłacić, powiedział.

– Może czego potrzebujecie? Może wpadnę tam wieczorem, to sobie to omówimy?

– Bóg zapłać, niczego na razie nam nie brak. Jak będę w potrzebie, sama poproszę o jałmużnę- powiedziała patrząc w ziemię.

– Mógłbym ci pomóc- i dodał ledwo słyszalnym szeptem- jakbyś była milsza.

Magdalena na to kiwnęła niezdecydowanie głową i odeszła, robiąc nieznaczny gest machnięcia ręką.

W domu był pisk i wrzawa, dzieci goniły po kątach, wydawanie dań i konsumpcja trwała regularnie, zmywanie naczyń na szybko opanowywała najstarsza córka. Wódka lala się, by podlać nieszczęsnego Franka, który w takich okolicznościach również nie stronił od kieliszka. Wszyscy chwalili księdza proboszcza za takie ładne kazanie, tylko Magdalena milczała i zaciskała usta krojąc chleb w cienkie kromki do galertu. Octem pokapała suknię i kwaśna woń za nią chodziła. Weszła się przebrać do sypialni, a tam najmłodsze dziewczynki skakały po pierzynach.

– Dziewczynki przestańcie, bo pierzyny pękną- gderała otwierając szafę w poszukiwaniu względnie niezniszczonej podomki.

– Ciociu, ciociu, a kto tam jest w tej szafie?- spytała mała Izabelka.

– A! To,… To jest prawdziwy mężczyzna- powiedziała z rozmarzeniem i uczuciem w glosie oraz zatrzymała spojrzenie pełne tęsknoty na dużym zdjęciu Elvisa wklejonym w szafie.

– Ale jak się nazywa?- ciągnęła niestrudzenie czterolatka.

– Elvis Presley- powiedziała cicho i zamknęła szafę. Przebrała podomkę i poszła wydoić krowy, które już głośno muczały i było je słychać z chlewa aż w izbie.

Jak wróciła, kolejna butelka chodziła dookoła stołu i już zaczynało się robić za głośno. Jedni się przegadywali, drudzy klepali po plecach, inni płakali, wszystkie emocje, które wychodzą po kieliszku grały pierwsze solo.

Magdalena rozmasowała kark; te przygotowania, jeszcze w nocy goniła się jałówka i w chlewie było tak niespokojnie, że zaglądała do niego dwa razy. Stopy ją parzyły. Chciała, żeby ten dzień już się skończył. Żeby goście już sobie poszli.

Na koniec teściowa jej powiedziała:

-Myślałam, że się ubierzesz na czarno, rok temu minęła rocznica śmierci i żałoba się skończyła, ale mogłabyś pokazać skromność i przywiązanie do Franka, ubierając się na czarno, a nie tak…- nie dokończyła już jak, może jak ladacznica?

Magdalena kiwnęła głowa ze zrozumieniem, ale nie powiedział nic. Nie lubiła się kłócić. Z drugiej strony miała na tyle mocny charakter, że w duchu była spokojna o własne wybory, dlatego nie tłumaczyła się. Zresztą, Franek lubił ją w zielonym, a w tej sukni chrzcili jeszcze najmłodszą Ewelinkę. Są zdjęcia.

Magdalena nie lubiła czarnego, jeszcze w taki upał parzył niemiłosiernie. Żałobę nosiła przez rok, mając na względzie dzieci i rodzinę, ale źle się czuła. Czarny ją przytłaczał dodatkowo. I dodawał jej lat.

Jak goście poszli, ofiarnie zmywała do pierwszej w nocy, dzieci już spały umorusane, zmęczone zabawą, gośćmi. Suche naczynia ułożyła w białym kredensie, a na parapecie podlała w wielkich donicach merty, o których zapomniała przez te przygotowania, a które towarzyszyły jej już pokoleniowo; mertę, którą stroiło się becik do chrztu i sukienkę komunijną oraz świecę dla dziecka. Potem zajrzała do chlewa i poszła się umyć. W dużej balii raźno się opłukała. Mała lampka z plastikowym ambażurem paliła się na  nocnym stoliku, a Magdalena otwarła drzwi szafy i w samej halce legła się bokiem na łóżko. Zmówiła pacierz, pomodliła się za Franka z zamkniętymi oczami, a potem otwarła je i patrzyła na Elvisa. Już wszystko zrobiła, teraz mogła choć przez chwilę o nim pomarzyć, o jego cudownym głosie, który kiedy leciał w radio, to rzucała wszystko i pogłaśniała je na cały regulator. Też już nieboszczyk. Niestety. Ale był, Elvis był prawdziwym mężczyzną…

koniec

 

Moi Drodzy, 

Z przykrością muszę stwierdzić, że z przyczyn obiektywnych, niezależnych ode mnie muszę przesunąć datę premiery Esencji życia. Najpewniej o miesiąc.

Końcówkę roku miałam przykrą, gdyż wysiadł mi komputer. Opowiadania w ostatecznej wersji nie zostały zapisane, a zależy mi bardzo, aby własnie takie, dopięte na ostatni guzik miały swą premierę na tej stronie.

Na pocieszenie prezentuję jedno z opowiadań. Mam nadzieję, że się Wam spodoba.

Akurat w 81 rocznicę urodzin Elvisa.

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

 

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *