Laura Bellini

Jak puszkę pomidorów

Jestem pod wrażeniem samej siebie, otworzyłam się ostatnim wpisem na stronie, zdecydowanie, tak jak ja otwieram puszkę pomidorów do dań włoskiego typu w mojej kuchni. Do tego bazylia , dużo oliwek  i czosnek. Makaron tylko al dente. I oliwa z oliwek od szwagra z Włoch.

Coś się stało. Przełamało. Nie chcę milczeć. Chcę dzielić się przemyśleniami, blogować.

Pragnę zarywać noce, by pisać.

Stagnacje – samowolne i nie z własnej woli, tak bardzo mnie unieszczęśliwiają. Tak bardzo dają poczuć, ze życie mija ze zbyt małym sensem, dla mnie.  Mija dzień za dniem i nie zostaje po nim ślad. Tylko napisany tekst i zrobiona fotografia jakoś chwytają ten dzień i chwile- niestety, zbyt szybko przemijające.

Pisanie to taka kotwica nurkująca do dna szczęścia.

Najważniejsze jest pisanie, sam proces pisania. Nie chodzi o uznanie, laury, etc. Chodzi o sam akt twórczy. Zaczynam wtedy myśleć. Zaczynam żyć.

To jest przyjemność. I praca. Ale jednak przyjemność w większej części.

Ostatni Frustrat Europy, moja ostatnia książka, napisany, a odłożony na rok. Na półtora roku. Bo mamy czerwiec.  Zostaje tylko korekta. Ta książka powinna już być wydana. Zajrzałam do niej ostatnim razem. Odleżała swoje i wiecie co? Jest dobra, jestem dumna z pracy, którą w  całym 2015 roku wykonałam. Mam gotową książkę. Tylko się cieszyć.(Pocieszam się.)

Teraz wystarczy tylko zrobić co należy, popchnąć ją dalej i oczyścić umysł. W głowie mam kolejne dwa opowiadania. Odwiedziły mnie po dłuższym milczeniu. Oryginalne bestie. Wiem, że lepiej nie odkładać, a napisać od razu. Niestety, skrobnęłam pomysł i zarys. Rozwinąć je muszę. A potem albo wracam do mojej książki historycznej albo daję sobie wolną rękę i poczekam na świeży pomysł. (Te nieukończone teksty za bardzo hamują proces twórczy. Ograniczają wolność, przez to siedzenie z tyłu głowy. Trzeba się uwolnić.)

Garść przemyśleń

Równo miesiąc i jeden dzień temu przeszłam operację w pełnej narkozie. Wszystko trwało około trzech i pół godzin. Nigdy wcześniej nie byłam znieczulona ogólnie.

Przed operacją zastanawiałam się nie tyle co nad bólem po operacji, tylko nad tym gdzie będzie moja dusza / istota samoświadomości w trakcie operacji.

Zastanawiałam się nad śmiercią kliniczną i obawiałam się doświadczeń z nią związanych, typu : wyjdę z ciała i będę siebie widzieć na stole operacyjnym…

Nic takiego nie miało miejsca. Po sześciu oddechach w masce odpłynęłam. Nie wiedziałam nic. Nie czułam. Wybudzenie było kompletnym zaskoczeniem. Było mi dobrze we śnie.  I zdałam sobie z przerażeniem sprawę z tego, że mogliby mnie poćwiartować na tym stole, a ja bym o tym nie wiedziała. Mogliby mi wszystko. Wziąć nerkę albo i serce.

Świadomość została uśpiona, więc umysł  też. A gdzie była dusza?

Czyliż dusza to tylko konstrukt naszej świadomości. Mózg wspaniały i niezbadany.

Wstrząsnęło mnie to.

 

Coraz bardziej wzrasta we mnie przekonanie, że religie świata są po to by nadać sens życiu i je regulować. Oswoić śmierć i nadać równie jej sensu. Pocieszyć. Dać nadzieję. I wmówić, że niewytłumaczalne ma być takie, jak ktoś kiedyś gdzieś zapisał, jak wierzyli prorocy. I wierzyć, że byli oni nieomylni, bo natchnieni.

Wiadomo. Wiara pozostaje wiarą. Empiryczne spory nijak mają się do żarliwych i głębokich przekonań.

Wiara, sprawa bardzo indywidualna, osobista. A w Polsce coraz bardziej narodowa.

Jak tu pominąć ten cały patriarchat, bo zobaczcie, w Głównych Prawdach Wiary:” Są trzy osoby boskie: Bóg Ojciec, Syn Boży I Duch Święty. ”

Dlaczego w Trójcy Świętej nie ma kobiety?

Dlaczego Bóg nie miał córki?

Dlaczego Bóg nie miał parki: syna i córki?

Że już o Ewie z żebra Adama nie wspomnę.

I o dwunastu Apostołach?

Trzech Królach?

 

Dziś już zupełnie inaczej wracam we wspomnieniach do wywiadu, jednego z ostatnich Tomasza Lisa ze Zbigniewem Religą. Tomasz lis zapytał profesora o to, czy “coś ” jest po śmierci. A doktor z pełnym przekonaniem odpowiedział, że niczego tam nie ma. Pamiętam, jak gryzła mnie ta pewność profesora. I przekora podpowiadała mi: przecież nikt nie wie, dopóki żyje.  Jako lekarz, schorowany, po przebytych operacjach i leczeniu nowotworowym – ze spokojem tak odpowiedział.  Profesor Religa jako chirurg sam wykonał tysiące operacji, jak sądzę; miał władzę nad pacjentami. Widział te sterowane usypiania, wybudzania po operacjach.

Teraz ja, po narkozie, śmiem twierdzić, że żyjemy tu i teraz. Mamy jedno życie. Nie czekajmy na kolejne. Liczy się każdy dzień.

A lewitowałam nie nad stołem operacyjnym, a trzy lata temu w moim łóżku po zażyciu dwóch różnych leków na nadciśnienie. Przez okropną chwilę kołysząc się, uniosłam się około dwudziestu centymetrów nad materac, nie mogłam zawołać, ruszyć ręką , niczym, aby prosić o pomoc. Cholernie się wtedy przestraszyłam. Ośrodkowy układ nerwowy, mózg i jego kompetencje plus źle dobrane leki, mieszanka dająca ekstremalne przeżycia. To wspomnienie na marginesie, ale jestem ciekawa, czy Któreś z Was miało podobne doświadczenia?

Czy Ktoś z Was zna odpowiedź na to pytanie: gdzie znajduje się dusza podczas operacji?

List w butelce

Książka przygodowa, z wartką akcją. Głowni bohaterowie to Maciek i jego kot  Mruczek.

Do brzegu rzeki nieopodal domu Maćka, dobija butelka z listem. Okazuje się, że to list właśnie do niego. Ktoś go wzywa.

Lektura Listu w butelce rozwikła tę zagadkę.

List w butelce to piracka opowieść.

Dla wszystkich dzieci od 5 lat w górę!

 

Wydawnictwo: laurabellini.pl

ISBN: 978-83-942796-1-5

Wydanie 1

2016

 

Dziś premiera!

Tadam!!!

To właśnie dzisiaj, w ten piękny, siódmy dzień października odbywa się premiera mojej najświeższej książki, pt.:”List w butelce”.

Zapraszam Was wszystkich do przeczytania pierwszego darmowego rozdziału, zapewniam Was- będziecie musieli sprawdzić, co dalej!

 

 

                                                                                                                            Rozdział pierwszy

Nareszcie dniało,  bo przez całą noc wicher dął ze straszliwą siłą huraganu. Maciuś nie mógł zasnąć i przez całą noc nasłuchiwał szelestów, świstu wichury oraz plusku wzburzonej wody. Czyżby na rzece nieopodal domu robiły się fale?

Maciuś wyobrażał sobie po ciemku ich grzbiety. Zastanawiało go to, czy stawały się białe i pojeżone jak nad morzem? Trochę się bał. Na szczęście kot Mruczek spał w nogach jego łóżka i ciepło od niego płynące krzepiło go i dodawało mu otuchy.

Wichura zerwała linie energetyczne i mama przyniosła  mu do pokoju świecę, którą położyła na stoliku, wcześniej umieszczając ją w zabawnym domku- lampionie. Od razu zrobiło się przytulniej. Ale Maciuś nadal czuł się niespokojny. Przeczuwał, że rankiem po śniadaniu musi zejść nad rzekę, by zobaczyć… Tylko co takiego? Nie wiedział. Musiał to sprawdzić.

Po dobrym śniadaniu: wypitym kakao i chałce posmarowanej nazbyt grubo masłem, zszedł nad rzekę. Mruczek ruszył jego śladem. Daleko nie musieli iść.

– Oj, Mruczku, Mruczku, po co za mną leziesz? Zachowujesz się jak pies!

Mruczek na to machnął ogonem i przymilnie wilgotnym pyszczkiem przejechał po nodze Maciusia.

– No chodź, chodź mój przyjacielu. Sprawdzimy, czy rzeka nie wylała.

Fal na rzece nie było, a raczej flauta kompletna. – Żadnych zmarszczek, śladu prądu.  Brzeg był mokry i piasek mocno porozbryzgiwany wzdłuż  koryta. To świadczyło o dużym pędzie wody, a może i falach.

Kopiąc kamyki i niosąc już Mruczka na rękach, by ten nie pobrudził śnieżnobiałych łapek i białego brzucha, Maciuś szedł wzdłuż brzegu rzeki. Pod lasem zauważył stare powalone drzewo. Nagle przy zagięciu koryta rzeki ujrzał dużą, beczkowatą butelkę zatkaną korkiem. W środku znajdował się  jakiś zwitek papieru.

Maciuś jak zahipnotyzowany wpatrywał się w nią. Potem rozejrzał się dookoła, ale był sam jeden ze swoim kotem i żywej duszy nie było widać na horyzoncie. Jakby wszyscy wyjechali. Uznał, że może sprawdzić, co to jest. Patykiem sobie pomógł i dosięgnął szyjki butelki. Wyjął ją.

– Mruczku? To chyba do nas?

– Mrauuuuu- Mruczek się zgodził i błysnął zielonym okiem.

Korek był mocno nabrzmiały, naciągnął wody, że spuchł jak bania.

– Nie wyjmę go sam. Będę musiał rozbić butelkę. Odwróć się – polecił kotu.

Maciuś położył butelkę na trawie i rzucił w nią kamieniem. Rozsypała się w drobny mak. Chłopiec z wielkim zacięciem wytrzepał i odmuchał list z okruszków szkła. Przeczytał:

                                                                                                                               Statek Pogromca Mórz

 W dniu 01.07.2016r. statek wypływa z portu w Gdańsku. Poszukiwany Majtek- chłopiec, który nie boi się fal. Za wikt i wykonaną na statku pracę popłynie w darmową podróż i przeżyje przygodę życia.

                                                                                                                                                                                                                  Kapitan Skarabeusz.

 

Maciek wpatrywał się w list jak urzeczony. Statek wypływał  z portu pierwszego lipca, a więc w wakacje, w czasie wolnym od szkoły! Za trzy dni! Jego młodzieńczy wiek – ośmiu lat – nie powinien  stanowić przeszkody, kapitan Skarabeusz pisał wszak o chłopcu. W jego głowie powoli kiełkował plan…

Dziwna to była noc. I dziwny list, który zawędrował właśnie tutaj, prawie pod dom Maciusia. To nie mógł być przypadek. Myśli Maciusia tamtej nocy o falach także nie były przypadkowe. To one przygnały butelkę do niego. To był znak. Maciuś postanowił wyruszyć w drogę.

O Drachu Szczepana Twardocha.

Drach jest książką wybitną!

Rzadko kiedy się zdarza, aby konkluzja recenzji była w jej pierwszym zdaniu, ale cóż, tak właśnie jest i trzeba to zasygnalizować na samym początku tej jakże subiektywnej recenzji. Ale…, któraż recenzja nie jest subiektywna? Każda, a więc do rzeczy.

W zeszłym roku, gdy trwała promocja książki, przeczytałam  wywiady z autorem, zaciekawiona, gdyż jakby nie patrzeć, autor jest moim krajanem, łączy nas obręb jednego województwa, a do Gliwic, o których między innymi pisze, mam ok. 50 km.

Wówczas głównie skupiano się na tytule: Drachu oraz sposobie narracji.  Drach to narrator wszystkowiedzący, bezustannie trwający, jest poza czasem, bo wszytko jest w nim- jak pisze. Przekrój historyczny to głównie XX wiek, aż do 2014 r.  Czytelne są dla nas daty: I wojny światowej, powstań śląskich, II wojny światowej, aż po współczesność, gdzie prócz opisów bliskiej nam współczesności/teraźniejszości  kontekstu historycznego aż tak nie odnajdujemy, poza uwagami, że np. Włodzimierz Cimoszewicz był premierem Polski w 1997 roku, na przykład. Natomiast historia się przenika, pokolenia łączą się nicią niby nieważną, a ważną. Jak podkreśla Drach, trawestując: coś ma znaczenie, a jednak nie ma.

We wspomnianych wywiadach, recenzjach, nie odnalazłam należytej uwagi poświęconej językowi.  Była wzmianka o trzech językach: polskim, ślonskim  i niemieckim oraz najwyraźniej podkreślano brak tłumaczeń z języka niemieckiego.

Nie dostrzeżono wyraźnie tego, jak doskonały słuch językowy posiada Szczepan Twardoch. Jego dialogi prowadzone po śląsku, to majstersztyki. Ale żeby to zrozumieć, trzeba czuć gwarę. Jego słuch językowy zaczyna się od doboru imion i nazwisk bohaterów,  poprzez  wzmianki o kuchni śląskiej, kończąc na tematach dialogów i ich jakości. Nie wiem, czy osoby spoza  terenów sąsiadujących ze Śląskiem, np. krytyk z Gdańska, Warszawy będzie umiał  w pełni ocenić kunszt Twardocha. Jego ślonski to zapis prawdziwej gwary: ja tok godają, aż kycialby się pedzieć. Znakomite teksty – slogany, jak np… wyżar mi gorzołę.., etc. Niektóre dialogi, to perełki. Te trzy języki: śląski i niemiecki oraz polski tworzą takie 3d z tej powieści. Ale rzeczywiste 3d, bo tak różnorodny jest Śląsk. Prócz  różnych ram czasowych  mamy i różne języki,  a w dodatku w formie teraźniejszej  i poprzez epoki zakurzony.

Twardoch celnie przywołuje mentalność Ślązaków,  np.  kiedy opisuje starą Valeskę, która kupiła trumnę za życia dla siebie i przechowuje na strychu, to takie śląskie…

Dawno nie przeczytałam książki tak świeżej, innej, wielowymiarowej. Również brutalnej. Najbardziej wstrząsnął mną opis, kiedy Josef Magnor na froncie I wojny światowej saperką przekopuje się przez ciała i musi pokonać kręgosłup denata, który stawia opór. Wstrząsający opis. Wbrew pozorom opis świniobicia, które sama pamiętam z dzieciństwa tak mną nie wstrząsnął, jak właśnie ten.

Autor bardzo autentycznie oddaje urodę Górnego Śląska. Do tego historia, czuć że autor lubi historię i zapewne spędza z nią dużo czasu. Pobudził wyobraźnię, jak to było, kiedy granica Polski była tak ruchoma..

Wniosek z przeczytanej książki nasuwa się taki: historia lubi się powtarzać.

W ostatniej części zakończenie jednego z wątków przypomina jedno z moich opowiadań z Esencji życia, ale nie zdradzę, którego.

Drach wydaje mi się niedoceniony. Być może książka ze względu na to, że opisuje Śląsk, została zmarginelizowana przy ostatniej nagrodzie Nike ( Drach również był wśród nominowanych). Jedyne zadośćuczynienie to Nagroda Fundacji im. Kościelskich.

Szczepan Twardoch  przypomniał mi Śląsk, tak bliski, a zarazem daleki. Przypomiałam sobie wiele słów, które kiedyś słyszałam nawet często, teraz rzadko, a niektórych  już wcale.

W Drachu odnajduję prawdę o Śląsku, którą bardziej odczuwam, niż do końca rozumiem. Podobnie, jak odczuwam Podhale w piosenkach Zakopower, zwłaszcza w albumie BOSO. Czuję to. A apropos serca:

Nie mam wątpliwości, że serce Górnego Śląska leży nie w Zabrzu, a Pilchowicach.

Post Scriptum.

W mojej miejscowości urodził się kiedyś Szczepan Twardoch, lekarz. Co jakby powiedzial Drach: ma znaczenie i nie ma znaczenia.

Co nowego?

Milczałam i milczałam.

Ale pora tu parę rzeczy odkurzyć!

Kwiecień i  maj to miesiące pełne inercji z mojej strony.

Marzec  zaś był najbardziej intensywny miesiącem,  śmiem podejrzewać, że w całym 2016 roku, choć ten się jeszcze przecież nie skończył. Miałam wiele pracy i nauki, a pomimo to napisałam kolejną książkę dla dzieci!

Jeszcze nie jest dostępna, ale poinformuję Was w odpowiednim czasie, o tym, czy będzie do kupienia tutaj jako e- book, czy może jakieś tradycyjne wydawnictwo zdecyduje się ją wydać.

Kolejna książka dla dorosłych jest już napisana w osiemdziesięciu procentach.  To chyba mogę się już nią pochwalić. I nie zapeszę. Jak jeszcze troszkę poczekacie, to doczekacie się powieści napisanej w formie dziennika. Bardzo życiowej, realistycznej, a zarazem ironicznej… Z nutką nadziei, chyba…

Po szczegóły zapraszam do zakładki: Zapowiedzi.  Właśnie ją zaktualizowałam.

Pozdrawiam Was majowo.

Laura

Do nabycia Esencja życia- dziś premiera!

Witajcie  Moi Drodzy!

Mam dla Was dobrą wiadomość.

Tak jak obiecałam miesiąc temu- mam dla was gorący, świeżutki zbiór czternastu opowiadań pod znanym Wam już tytułem: Esencja życia.

Życzę sobie, aby tytuł był adekwatny do zbioru opowiadań. Mam nadzieję, że znajdziecie w nim prawdziwą esencję treści, przyjemności, przygody i prozy. Esencję literatury, tak jak esencję herbaty w najlepszej filiżance cejlońskiego naparu.

W ostatnim wpisie na blogu udostępniłam jedno z opowiadań, pod tytułem:Elvis w szafie.

Kolejne darmowe opowiadanie: Łowca pogody, na zachętę dostaniecie po złożeniu zamówienia w sklepie.

Dopiero wówczas możecie zdecydować, czy kupić Esencję życia.

Szczerze zachęcam do nabycia książki. Sądzę, że cena do jakości i ilości opowiadań nie jest wygórowana.

Dostaniecie czternaście napisanych z pasją opowiadań!

Zachęcam Was do komentowania i recenzowania opowiadań. Chętnie poznam Wasze opinie!

 

A co u mnie?

Jak już pisałam na fejsie, już drugi tydzień walczę z chorobą. Wirusy mnie zaatakowały porządnie!

Dobrze, że to nie świńska grypa… Nie wiem ile jeszcze to potrwa, bo nocne kaszle nie dają mi spać i żyć:-).

Gorąco Was pozdrawiam, ale się nie zaraźcie!

Esencja życia.

Laura Bellini: Esencja życia.

Zbiór czternastu opowiadań dla dorosłych.

Premiera: 8 luty 2016.

Wydanie 1

E-book: plik pdf.

ISBN: 978-83-942796-3-9

 

 

Zapraszam do działu: sklep. Do nabycia pierwszy e-book!

Dzień dobry!

W dzień historycznej rocznicy zapraszam Was Drodzy Czytelnicy do nowo otwartego sklepu na tej stronie.

Myszka Podróżniczka już jest w formacie epub i mobi.

Po złożeniu zamówienia, można pobrać darmowy rozdział pierwszy i dopiero wtedy zdecydować się na zakup.

Zachęcam gorąco do nabycia książki, gdyż pierwsze opinie jakie do mnie dotarły są bardzo miłe! Cieszę się, że Myszka tak się podoba.

Mam nadzieję, że z czasem na tej stronie znajdziecie do nabycia więcej ciekawych książek.

Przypominam o styczniowej premierze Esencji życia , zbioru opowiadań dla dorosłych.

Pozdrawiam Was i do kolejnego przeczytania!

 

,,Myszka Podróżniczka''.

Myszka Podróżniczka wyrusza w daleką podróż. Co ją do tego skłoniło?Jakie czyni przygotowania?

Jak wygląda jej wędrówka? Kogo spotka na swej drodze?

Niewątpliwie Myszka przeżyje niezwykłe przygody, zawrze ciekawe przyjaźnie, a jednocześnie dojdzie do ciekawych wniosków.

 

Książka ma swoje drugie dno – zawiera sporo refleksji na tematy ogólnoludzkie, porusza tematy samotności i przyjaźni, odwagi i żałoby, ciekawości świata i poszukiwań tego, co w życiu najważniejsze. Co ważne, wiele mówi o stosunku do małych ojczyzn – własnych domów.

Wydawnictwo: Rozpisani.pl

Numer ISBN: 978-83-942796-4-6

E-book numer ISBN: 978-83-942796-7-7

Ilość stron: 43

Dla dzieci do lat 8.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

Laura Bellini
Zapraszam do lektury!

Postaw mi kawę na buycoffee.to