Laura Bellini

Już dziś premiera Myszki Podróżniczki!

Moi Drodzy,

Z wielka radością i dumą pragnę ogłosić dzisiejszą premierę Myszki Podróżniczki.

Nareszcie, jest!

Kurier zrobił mi dzisiaj niespodziankę. Książka papierowa już jest w obiegu i  jest dostępna w dobrych księgarniach, natomiast prawdopodobnie jutro dowiem się z wydawnictwa daty gotowego e-booka.

Ogłoszę tutaj wydanie e-booka, tym samym zainaugurujemy otwarcie zakładki: sklep. Cierpliwi, doczekacie się niebawem książki na czytnik!

Czytajcie “Myszkę…”To świetny pomysł na prezent dla dzieci pod choinkę.

Targi książki w Krakowie 2015.

W sobotę 24 października (trzeci dzień targów) wybrałam się na Targi książki w Krakowie. Po raz pierwszy w moim życiu.

Reklama targów była spora, w ubiegłym roku targi odwiedziło ok. 60 tysięcy czytelników, w tym roku przewidywano ok. 100 tysięcy odwiedzających. Chwali się popularyzację czytelnictwa i samą ideę takich targów, natomiast ważna jest też organizacja takiej imprezy. I nie chodzi mi tu o zaproszonych gości, bo byli znakomici.

Jeśli ma to być impreza rozwojowa, to targi muszą być przeniesione w inne miejsce. Większe, wyższe, z lepszą klimatyzacją. I z większym parkingiem. Tłumy były takie:

DSC_1550

Zauważcie stosunkowo niski i blaszany sufit. Wentylacja rozmieszczona po bokach pomieszczenia. Gorąco i duszno. Pierwszy raz w życiu prawie nie zemdlałam w tej ciżbie. A dotychczas nigdy mi się to nie zdarzyło.

Czytelnik jest popychany przez innych, porusza się z nurtem masy ludzkiej. Nie podobna swobodnie podejść do stoisk i spokojnie przewertować kartki książek, poczytać, popytać i zastanowić się.

Poruszanie się po stoiskach i kupno książek, to były łowy. Udało mi się kupić dwie, ale to były książki zaplanowane i byłam bardzo zdeterminowana, by odnaleźć te wydawnictwa i je zakupić.

Uczta czytelnictwa? Kłóci mi się obraz czytelnika z zacisza domowego ogniska i targowy spęd. Ten wypad zdecydowanie mnie zniechęcił do takich imprez. Biorę pod uwagę to, że była to sobota, prawdopodobnie apogeum, szczyt zainteresowania, zważywszy na liczbę znakomitych gości oraz fakt, że w niedzielę były wybory. Myślę, że większość miejscowych z tego ostatniego choćby powodu, zdecydowała się wybrać na targi właśnie w sobotę. A pogoda była piękna, zachęcająca do wyjścia.

Dużym błędem organizacyjnym było połączenie dwóch wielkich imprez tego dnia: targów i półmaratonu. Droga w tej okolicy była częściowo zablokowana, co spowodowało potężne korki. Niektóre  światła były wyłączone, policja kierowała ruchem. W żółwim tempie poruszaliśmy się do przodu. Budynek Targów EXPO mieści się przy ulicy Galicyjskiej. Przy samym budynku parking zadbany, ale śmiesznie mały. Wokół chaszcze, wyrobisko, błoto, samochody parkujące na dziko, wzdłuż ulicy autokary, wynajęte pks-y, sznur samochodów w kolejce na ten jeden legalny parking. Przy samochodach pielgrzymi dowożeni autobusami z centrum.

W kasach kolejki. Bilety w czasie targów były do kupienia tylko na miejscu. Przez internet prowadzona była wyłącznie przedsprzedaż.

Spóźniłam się na spotkanie z Emilią Kiereś, właśnie z przyczyn wymienionych powyżej. Poza tym dużo aktorów, celebrytów było. Bo i Kwaśniewska, Tuskówna. Aktorzy piszą książki i byli obecni: Fronczewski, Malajkat, Lubaszenko.

Udało mi się pstryknąć zdjęcie pogodnej i seksownej Elżbiecie Cherezińskiej, a to dlatego, że lud się rozstąpił na chwilę.

DSC_1565

Osobowość z Tyńca- Leon Knabit.

Na deser Anna Dymna. Udało mi się zdobyć  jej dedykację i autograf oraz Elżbiety Baniewicz, autorki książki o Dymnej- w mojej książce  Dymna.To było moje największe osiągnięcie.

Finalnie przydarzyła mi się strata. Korzystając z toalety, nie wiem w jaki sposób i w którym momencie ześlizgnął mi się pierścionek z palca, który noszę od siedmiu lat  i nie zdejmuję go, i nigdy dotychczas nie zsunął mi się z palca, a własnie tam go straciłam. Zaraz po wyjściu poczułam, że go nie mam na palcu. Wróciłam i grzebałam w zużytych ręcznikach papierowych, pierścionek pewnie zsunął mi się z palca na mydle. Nie odnalazłam go. Możecie sobie wyobrazić mój stan. Kiedy ochłonęłam, wzięłam to za znak, że wrócę tam, ale jako zaproszony gość- autor.

Ten wpis zakończę może czarnowidztwem, ale będąc tam pomyślałam o tym, co się stało w Bydgoszczy.O wybuchu paniki wśród studentów i wzajemnym tratowaniu. W momencie, kiedy było mi słabo, to przyszło mi na myśl. Budynek targów jest jak puszka, nagrzany, bez okien, w wyniku paniki czy pożaru- byłoby bardzo, bardzo kiepsko. Na targach nie widziałam ochrony, natomiast rozlokowane były panie z informacji. Wyjścia  z hal Wisła i Dunaj były słabo oznakowane. Dobrze, że nic się nie stało, ale żeby zapobiegać podobnym sytuacjom  powinni pomyśleć o przeniesieniu imprezy do PGE Areny.

Być może będąc w innym dniu, miałabym lepsze doświadczenia i nie wystawiła takiej laurki, niestety, nie mogę inaczej.

A książki, które kupiłam to Excentrycy i 15 sekund do Io.

Pozdrawiam Was jesiennie.

Koniec wakacji i czasu kolonii.

Tak, właśnie o tym myślę.

Wakacje dobiegają końca, lato przemija albo i nie , bo upały w ostatni weekend wakacji, to akord na ich zakończenie. Znów, te przyjemne długie dni z każdym przemijającym skracają się, a poranki są coraz chłodniejsze. Suche liście zaczynają szeleścić pod podeszwą, a sady uginają się od dojrzałych śliwek, gruszek i jabłek na pociechę przemijających wakacji.

Wracam do moich wakacji z lat szkolnych i one kojarzą mi się z kolonijnymi wyjazdami. Zakład Orzeł Biały, w którym pracował mój tata, miał własny ośrodek wypoczynkowy  w Ustroniu Morskim. Jeździłam na kolonie właśnie tam. Pamiętam te emocje przed kolejnymi wyjazdami, podróże, początki zadzierzgniętych  znajomości.

Te dyskoteki w auli, ogniska i wyuczone piosenki, poranną gimnastykę, plażowanie i lody Bambino, grę w karty, chrzest morski, sprawdzanie pokoi, izolatkę dla chorych- wszytko pamiętam.

A najbardziej, tamtejsze posiłki. Jeździły z nami śląskie kucharki, które gotowały tak, że wcinaliśmy, aż nam się wszystkim uszy trzęsły. Uwielbiałam kawę zbożową na śniadanie, pyszne zupy na obiad, a najbardziej podwieczorki ze świeżo pieczonym ciastem drożdżowym z truskawkami i rabarbarem albo drożdżówkami. Wszystko przygotowywane na miejscu, wydawane ciepłe i chrupiące. Nie wiem, czy to pań umiejętności kulinarne, czy powietrze zaprawione jodem, ale pamiętam tamten smak, przywołuję go w pamięci i czuję na języku. W każdej chwili, kiedy o tym pomyślę.

Na myśl przychodzi mi też, nie wiedzieć czemu, piosenka zespołu Pogodno wraz ze Stanisławem Sojką: Górniczo-hutniczo orkiestra dęta, robi nam paparara…

Wczoraj Katowice obchodziły 150 urodziny. Życzę im millenium i sączę z a ich zdrowie kieliszek arejkoniaku.

A Wy, czy pamiętacie jeszcze własne wyjazdy kolonijne? Co najmilej wspominacie?

Data premiery przesunięta.

Kochani, szumnie zapowiadana premiera Myszki Podróżniczki uległa opóźnieniu.

To wszystko przez to, że dałam się  namówić na papierową wersję książki również.

Dodatkowo, Pani z wydawnictwa przekonała mnie do próby narysowania własnych ilustracji do książki. Zgodziłam się, a więc rysuję i nawet zadowolona jestem z efektów tej pracy.

Zastanawiacie się pewnie, kiedy będzie ta premiera?

Trudno mi powiedzieć, czy jeszcze we wrześniu. Wszystko zależy od tego, kiedy złożę gotowe projekty ilustracji, ale obiecuję Was rychle  poinformować, kiedy tylko będzie znana data premiery!

Proszę Was o jeszcze trochę cierpliwości.

Pozdrawiam.

Okładka już jest!

Myszka_podrozniczka

 

Przedstawiam Wam projekt okładki!

Jak Wam się podoba?

Nieuchronności...

Całe swe życie mierzymy się z nieuchronnościami…

W większości nie mamy na nie żadnego wpływu, jak w przypadku nieuchronności rozwiązania u kobiety ciężarnej. Bez względu na jej strach lub oczekiwania, w końcu ono następuje…

Nieuchronność śmierci. Nie możemy zatrzymać pewnych procesów. Zwłaszcza tych, których się boimy.

Nieuchronność podejmowania decyzji, czasem tak trudnych, jak wymierzanie kary.

Ale  po rozstrzygnięciu jakiejś palącej nas sprawy, np. sądowej; podjęciu ciężkiej decyzji, przychodzi oczyszczenie. Wprawdzie wiele rzeczy, spraw, przemija w bólu, bo przeminąć musi. A my? Pozostajemy bezradni, wyżęci, w wirówce nieuchronności naszego losu, który musi wybrzmieć po swojemu.

Myśl, że “pojutrze wszytko wróci do normy” niejednokrotnie podtrzymuje nas na duchu.

Wspomniana wcześniej nieuchronność śmierci- największy pewnik naszego życia. Ta nieuchronność czeka każdego z nas. Tylko jednego prędzej, drugiego później. W chwili śmierci naznaczonej cierpieniem,  myśl, że za chwilę będzie po wszystkim, może być ukojeniem.  Nawet jak będziemy stać przed, zdaje się nierealnym plutonem egzekucyjnym, kiedyś ta nieznośna chwila się skończy. Ktoś pociągnie za cyngiel.

Dzień dobry po raz pierwszy u siebie!

Dzień dobry,

To mój pierwszy wpis na własnej stronie. Po dwóch i pół roku funkcjonowania na blogerze, gdzie ostatnio przyznaję, bywałam rzadko, wracam tutaj w nowej odsłonie.

Z pewnością nie będzie to typowy blog.  A może jednak? Co prawda będę pisać, kiedy tylko poczuję na to ochotę lub będę miała potrzebę dzielenia się z Wami tym, co mnie porusza.

Poza tym będę tu prezentować własną twórczość, będę informować o rozwoju własnej kariery, nowościach, spotkaniach z Czytelnikami, etc.

Dostępne będą darmowe rozdziały książek oraz odpłatne e- booki. Już teraz zachęcam do nabywania książek mojego autorstwa.

Zachęcam do komentowania moich wpisów, może wywiążą się ciekawe dyskusje pod prezentowanymi postami.

Witajcie Czytelnicy, Czytacze, Obserwatorzy, Podglądacze, Zerkacze, przypadkowi Odwiedzający- słowem- Wszyscy!

Zostańcie z Laurą!

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12

Laura Bellini
Zapraszam do lektury!

Postaw mi kawę na buycoffee.to