Laura Bellini

Ostatni frustrat Europy- odcinek czwarty- Kwiecień

Laura Bellini: Ostatni frustrat Europy

Wydanie 1 , 2023

Wszystkie prawa zastrzeżone.

ISBN 978-83-942796-0-8

Kwiecień

25.04.2015.

Tak długo nie pisałam. Tak długo mnie tu nie było, tęskniłam. Cholernie tęskniłam za pisaniem. Rozrywało mnie od środka. Nie odtworzę tych wszystkich zdarzeń oraz myśli. Nawet nie mogłam dostać się do komputera.

Było ze mną bardzo źle. Trzynastego marca byłam u kardiologa, następnie dwudziestego marca u pani profesor endokrynolog. Nabawiłam się takiej nadczynności (będąc pod opieką lekarza) od momentu urodzenia Słodziaka, że omal nie wykitowałam. Kto to przechodził, zrozumie o czym mowa.

 Choroby tarczycy, to dla mnie nie nowość. Wykryto mi ją w wieku piętnastu lat wraz z bardzo silną anemią. I przez te lata wiele udało mi się o niej nauczyć oraz  poczuć na własnej skórze, jak są postrzegane.

W ogólnym dyskursie społecznym choroby tarczycy są lekceważone, chyba że guz, to co innego, ale Hashimoto, Graves- Basedowa- czyli zapalenie tarczycy. Są to choroby związane z hormonami, no , a ich gołym okiem nie widać, dlatego wielu ludziom taka choroba wydaje się byle czym, skoro objawy nie rzucają się w oczy. Poza tym tyle się słyszy o tarczycy- ktoś, gdzieś, coś miał z tarczycą – dlatego wydaje im się nieprawdopodobne, żeby z jej powodu czuć się tak słabo.

Doprowadziłam się do takiej nadczynności karmiąc piersią, pomimo, że w grudniu byłam u lekarza, iż w przeciągu trzech miesięcy mój wynik  hormonu ft3 wyniósł ‘84’, gdzie norma jest ‘2-4’. Wyobraźcie  sobie, nie móc wejść na drugie piętro bez przystanku, bo serce chce wyskoczyć, bolą kolana, a pot spływa po całym ciele. Mój puls wynosił sto trzydzieści trzy w spoczynku, poniżej stu dwudziestu nie spadał! Schudłam tak, że wszystkie ciuchy lecą.

Wyobraźcie sobie, że nie możecie jeść i boicie się jeść, bo z suchości skleja wam się przełyk, stale się krztusicie, zjedzenie byłe jabłka jest wyzwaniem. Nic was nie cieszy. Mamcie problemy ze snem. Jesteście wykończeni. Wszystko robicie na siłę, nic z chęci.

Do tego nadciśnienie… Być może odziedziczyłam w genach i przed porodem Słodziaka z cała mocą się objawiło i jest, i będzie. Ale też może być wynikiem rzutu silnej nadczynności A wiec mam trzydzieści dwa lata i biorę tabletki na nadciśnienie. Puls nie reaguje. Potem idę do innego lekarza z tarczycą, dowiaduję się o bardzo silnej nadczynności, muszę brać leki, co nie jest proste, bo po tabletce osiem godzin nie można karmić. Słodziak nie chce chwycić butelki- żonglowanie butelkami i mlekami, po miesiącu stresu, smutku, zaczynam brać leki. I tak nie biorę zaleconej dawki, bo nie mogłabym karmić dwanaście godzin, bo tak duża dawka hormonów powinna być połknięta. A dwanaście godzin to jest zbyt długo dla Maleństwa bez piersi, gdyż zasypia tylko przy piersi lub na spacerku. Tutaj odpada mi w ciągu dnia godzina, dwie, kiedy wcześniej spał w domu, bo nie zaśnie bez piersi. Wychodzę na spacer, długi, aby się wyspał, bo jak nie, to jest marudny. A więc, na jakąkolwiek robotę ucieka mi czas, który kiedyś miałam. A jaki to był stres? Dziecko na piersi i nie chce chwycić butelki, a musi?!!! Poza tym dowiedziałam się, że w pewnym sensie byłam źle leczona, ponieważ przy nawrocie nadczynności dzisiaj zaleca się jej napromieniowanie radioaktywnym jodem. Polega to na odizolowaniu na dwa tygodnie od otoczenia, gdzie tarczycę się  traktuje jodem radioaktywnym  odpowiednio, teraz przy tak małym dziecku, nie wchodzi to w rachubę. Gdybym wiedziała wcześniej, to poddałabym się temu zabiegowi przed urodzeniem Słodziaka, gdyż Starszy jest odchowany. Kiedyś przy nawrocie nadczynności,  głównie wycinali tarczycę, teraz ja napromieniowują. A ja? Z pięć, dziesięć razy już ją miałam. Gdyż moja choroba polega na  wahaniu się, a to z nadczynności w  niedoczynność. Serce to wykańcza, metabolizm też jest do niczego. Człowiek sam sobą jest zmęczony. Choroby tarczycy to też spadek po Czarnobylu (z ust lekarza).

Do tego niespodziewanie doszła przeprowadzka. Nadarzyła się okazja: lepsze warunki i tańsze mieszkanie. I moja choroba do tego. Wszystko na głowie męża, ja mam siłę tylko na opiekę nad dzieckiem, nawet gotować mi się nie chce, choć lubię.

Dobrze, że nie pisałam, bo przez tę przeprowadzkę tyle jadu, złości było we mnie, że potrafiłabym tu tylko syczeć. Ilość gratów była zatrważająca. Do dzisiaj porządkujemy, nie możemy dojść do ładu. To bardzo utrudnia życie. I pisanie. Nie mamy jeszcze internetu, wcięło ładowarkę do laptopa, wiec ten był martwy. Coś tam bazgrałam do zeszytu, ale to nie to. Już się przyzwyczaiłam do Worda.

Piszę trochę chaotycznie, ale taki sam chaos był we mnie i obok mnie. Rozumiecie, przez co przeszłam…

Na koniec spieszę donieść, że nie ma żadnej odpowiedzi od Wydawnictw. Do  dziesiątego czerwca mam czas, ale już wątpię w to, że ktokolwiek do mnie napisze. No nic, wtedy wyślę książkę na Rozpisani.pl – jest to twór Wydawnictwa PWN- niby mają pomóc wydać, tylko pytanie: ile to kosztuje? Ktoś z Was wie?

26.04.2015

Zastanawiałam się, czy chcę być żoną, czy „ żoną przy mężu”?

Oglądałam na TVP regionalna  wywiad z pisarka Grażyną Plebanek. Trafiłam przypadkiem i zobaczyłam go w połowie, trwała promocja jej nowej książki: Bokserka.

 Plebanek wspominała swoja szkołę średnią, jak rozumiem  początek lat dziewięćdziesiątych, gdzie w obiegu były stare, popeerelowskie  dowody osobiste, z których dużo więcej można było wyczytać o właścicielu niż z dzisiejszych. Mamy tamtych uczennic miały w dowodzie wpisane zawody, tylko jedna wpisane miała adnotację: ”przy mężu”.

Jak to się ma do mnie? Ano ma.

Jeśli ja pójdę na wychowawczy, a potem rzucę pracę dla pisania (warunek: mąż musi zarobić na wszystko), to stanę się wtedy taką żoną ”przy mężu” dopóki nie zacznę zarabiać na pisaniu.

A teraz pytanie zasadnicze: kiedy mi się uda ”coś” wydać do kurki wodnej!?

Jest to balans. W pracy byłam niezbyt szczęśliwa, a ze względu na jej specyfikę nazbyt często przemęczona; gdzie tu pisać w takich warunkach, jak jeszcze jest rodzina?

Z kolei pracując zawodowo ma się oddech od przyziemnych obowiązków domowych.

Ma się inny, szerszy kontakt ze światem.

   Rodzina śpi, a ja piszę. Boże! Jaka jestem szczęśliwa, kiedy to robię, a słowa same kładą mi się pod palce. Bardzo mi tego brakowało przez tę przeprowadzkę. Tęskniłam strasznie do pisania.

27.04.2015

Teraz wiem, Wszystko trwa, dopóki sam, tego chcesz…

Śpiewa Rojek w radio. Jakie to jest prawdziwe, a muzyka podbija sens tych słów.

Tak jest prawie ze wszystkim: kompleksami, strachem, związkiem, przyjaźnią, złudzeniami. Nawet własna śmierć może być przez nas sterowana, jeżeli chcemy ją przybliżyć. W odwrotnym przypadku,  jest już trudniej- kiedy kostucha przyjdzie pod drzwi, raczej się nie wywiniemy…

27.04.2015

Choć  czas jak rzeka, jak rzeka płynie, unosząc w przeszłość tamte dni.

Dzisiaj włączyłam radio i usłyszałam tę piosenkę Niemena. Wcześniej wiele razy ją słyszałam, nawet miałam ją na płycie, ale dzisiaj mnie poruszyła wyjątkowo. Słowa refrenu są proste, a muzyka powoli wije się jak leniwa rzeka; ale tak bardzo uderzają w sedno.  Stare panta rhei – stale aktualne.

Potem pojechałam z dziećmi do siostry, u której było jeszcze inne towarzystwo. Jedna z osób miała córkę piętnastoletnią. Wracam do tego tematu, bo pisałam już coś o tym wcześniej… Pamiętam siebie w tym wieku. I chciałabym wrócić do tamtego czasu, podjęłabym lepsze decyzje, byłabym bardziej zdeterminowana. Ale… Kto by nie chciał?

Chciałabym na powrót mieć te młode lata, bo miałabym więcej możliwości WYBORU. Dlaczego wraz z upływającym wiekiem te możliwości tak się kurczą?!

Z drugiej strony piekła ogólniaka nie chciałabym na powrót przeżywać. Uważam, że mnie nie przejrzeli. Matematyczka, stara panna, tępiła mnie, wyżywała się na mnie, codziennie pytała. Chodziłam na korki od trzeciej klasy (trzeba było się ratować), nie wagarowałam, a w tej trzeciej klasie na pierwsze półrocze byłam zagrożona. Winę ponosi także głupi galimatias systemowy. Nasz rocznik ‘83, w pierwszej klasie usłyszał, że każdy będzie musiał zdawać  nową maturę z matematyki, więc ona powiedziała: każdy musi ją umieć. Przez cztery lata to trwało, dla belfrówy była to woda na młyn; pisaliśmy próbną nową maturę. Uwaga, zdałam matematykę  bez problemu na poziomie podstawowym, uważam, że zadania były łatwe, właściwie na logikę. Po czym, po próbnej nowej usłyszeliśmy, że piszemy starą maturę, która napisałam z historii. To było chore.

Ale te kartkówki, pytania, czułam, że mnie personalnie nie lubi. Myślałam  o samobójstwie. Nigdy, jak wtedy. Nawet wybrałam miejsce. Na teczce A4 na matematyce napisałam: samobójstwo to jest wyjście. Dlatego nigdy nie przyjadę na zjazd absolwentów.

 Dlaczego wtedy się nie przeniosłam lub nie rzuciłam szkoły? Byłam zbyt osaczona, prawdopodobnie w depresji.

Polonistka też mnie nie doceniła. ”Laura przeczytaj, Laura opowiedz” – byłam klasowym lektorem. Uwielbiałam polski, historie; geografię i biologię też lubiłam. Z tego pierwszego nie zostałam doceniona na koniec, ani na maturze. Tylko jedna nauczycielka z podstawówki – wiedziała jaki pisarski potencjał we mnie drzemie. Pamiętam jak dostałam piątkę z plusem za opowiadanie: Moje z spotkanie z Kochanowskim w Czarnolesie. (Szóstek nie uznawała).

Wiem, brzmię jak się mnie czyta na głos, jak rozgoryczony, zgorzkniały frustrat. Stąd utwierdzam się w przekonaniu, że mój tytuł tego pamiętnika jest słuszny.

Gdyby tamten czas się wrócił, zdawałabym na mój wymarzony kierunek studiów. Stchórzyłam, i będę tego żałować do końca życia.

Śp. Bartoszewski powiedział, że: jak się dobrze przeżyje młodość, to potem można z niej czerpać całe życie. No właśnie. Dlatego młodość, jest taka ważna, a my młodzi wtenczas tak mało wiemy, tak bardzo jesteśmy poranieni szkołą, kompleksami, brakiem  zdecydowania i pewności siebie.

30.04.2015

Jeszcze dużo śniega musisz pojscać – mówi mój tata w stanie wstawiennictwa najwyższego.  Mówi jeszcze: Jak ja bym napisał książkę, historię rodziny, to by dopiero była książka. Może na mnie to pisarstwo przeszło.

Ten zwrot przypomina mi  strofę Francois Villona  Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi !–  z jego poematu tęsknoty za  dawnym życiem: Ballada o Paniach Minionego Czasu, spisanym, gdy siedział w celi.

Pilch wielokrotnie pisał o swojej babce Czyżowej, która była świetną opowiadaczką, potrafiła ciągnąć kilka wątków ze szczegółami jednocześnie, mając niespotykany dar i podzielność uwagi. Moja babcia Stasia ze strony ojca, też taka była, przy tym w tych opowieściach miała wiele poczucia humoru. Może nawet przebijała babkę Pilcha, babcia potrafiła słuchać i rozmawiać z kilkoma osobami na raz. Będąc przy stole, była w temacie i do tego prawiła swoje. Koniugacje, pokolenia, kto od kogo się wywodził – wiedziała wszystko.

Niestety babcia ponoć źle mi życzyła, czy nie lubiła. Powiedział mi to wróż Marcin, który była na targach medycyny naturalnej w Krakowie, rzut beretem od mojej uczelni. Aby się od tego uwolnić kazał mi nasze wspólne zdjęcie przeciąć na pół i część z babcią spalić nad świeczką. Nie zrobiłam tego, bo wydawało mi się to groźne i wredne; do tego wróża poszłam właściwie  przypadkowo.  Jednakże po tym czasie, za niedługo babcia zmarła, no a niespełna kilka miesięcy potem zaczęło mi się naprawdę układać w życiu- ot, paradoks (bo wcześniej tak nie było). Zaledwie cztery miesiące po jej śmierci poznałam mojego męża, no i patrząc na wszystkie okoliczności, jak do tego doszło, było to bardzo nieprawdopodobne, nie wdając się w szczegóły. Naprawdę to było przeznaczenie. Ktoś powie, że to był zbieg okoliczności? Być może, jednak jak zanalizowałam to później, kiedy to sobie przypomniałam, to coś  jednak w tym było. To jak wiodło mi się przed jej śmiercią i po.

Zachwalany przez ochraniarza rzekomy wróż, powiedział mi jeszcze, że mam pięciu aniołów stróżów. Ale dwoje się na mnie obraziło. Interesujące…, że aniołowie mogą się obrażać? Ciekawa jestem, od czego to zależy, ile się ma tych aniołów wokół siebie. Wcześniej sądziłam, że każdy ma tylko jednego.

Ezoteryka jest ciekawa, jednakże znam się na niej bardzo pobieżnie. Ot, przeczytam horoskop, poczytam o magii liczb… Muszę przyznać, że horoskop chiński z dwa tysiące dziesiątego roku z Twojego Stylu spełnił się mi doskonale. Charakterologicznie jestem typowym Wodnikiem- fantazji ani intuicji mi nie brakuje.

Palec Przeznaczenia wywołał poród mojej mamy dwa miesiące wcześniej, właśnie dlatego, że planety zadecydowały, że oto jest kolejna Wodniczka i musi się urodzić w ostatni dzień stycznia. Miałam się urodzić w Prima Aprilis, a więc byłabym nie całkiem serio. Nie ma we mnie Barana.

……………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………..

Jeśli chcesz mnie docenić, możesz mi postawić wirtualną kawę.

Dziękuję!

Ostatni frustrat Europy- odcinek trzeci- Marzec

Laura Bellini: Ostatni frustrat Europy

Wydanie 1 , 2023

Wszystkie prawa zastrzeżone.

ISBN 978-83-942796-0-8

Marzec

06.03.2015

Jest dwudziesta trzecia pięćdziesiąt pięć. Trzynaście minut temu wysłałam moją bajkę do wydawnictwa. Jednego. Czuję wiele emocji. W końcu to zrobiłam. Pokonałam własny wstyd.

Wysłałam.

Wcale nie nanosiłam wiele poprawek. Nie zauważałam już ich, kiedy po raz któryś czytałam ten sam tekst. Jaki był, poszedł. Ciekawe czy dostanę jakąkolwiek odpowiedź. Daję wydawnictwu czas do końca marca, jeśli nie będzie odzewu, wyślę bajkę do kolejnego wydawnictwa, a może kilku.

Poza tym wiele niedobrego dzieje się z moim zdrowiem. Dzwoniłam po lekarzach. Ale o tym napiszę może jutro, bo wiele frustracji jest we mnie po tych telefonach.

10.03.2015

Nie czekam do końca marca, wysłałam bajkę w sumie do dziesięciu wydawnictw. W każdym dają trzy miesiące na odpowiedź.

Ostatni frustrat Europy- odcinek drugi- Luty

Laura Bellini: Ostatni frustrat Europy

Wydanie 1 , 2023

Wszystkie prawa zastrzeżone.

ISBN 978-83-942796-0-8

LUTY

02.02.1015

Piękna zima. Trzeźwy błękit. Ośnieżone drzewa. Śnieg  skrzy się w słońcu.

07.02.2015

Dzidziolkowi przebił się przez dziąsełka pierwszy ząbek.

Napisałam  w sumie dziesięć rozdziałów bajki. Teraz myślę nad jej zakończeniem.

12.02.2015

Zakończenia jeszcze nie wymyśliłam. Jestem rozbita, nie potrafię się skupić. Brakuje mi muzyki i tańca. Ostatnie dni minęły pod znakiem odprawiania zbiorowych urodzin, bo troje z nas jest spod znaku Wodnika.

Teraz za pół godziny wybije północ, a ja otwarłam ten dziennik. Muszę jeszcze rozwiesić duże pranie na suszarce.

Otworzyłam komputer, ale weszłam na internet i po raz kolejny zmarnowałam czas. A mam go tak mało dla siebie i na pisanie.

Dzisiaj miałam taką refleksję: czy uda mi się jeszcze coś zrobić tylko dla siebie, dla własnego rozwoju, ale nie kosztem dzieci? Nie piszcie w komentarzach, że na emeryturze, proszę…

Myślę o kursie, a właściwie pewnym studium. Ale, po pierwsze brak pieniędzy, po drugie praca, po trzecie dzieci i kto weźmie odpowiedzialność nie tylko za te weekendy pod moją nieobecność, ale również za to, co nie zostanie zrobione przeze mnie przez to?

Życie się zapętla. Człowiek myślał kiedyś, że dorosłość to będzie wolność. Nieprawda, to coraz większe uwikłanie. Cały system. Nie ma od tego ucieczki. Jeśli nie wybierasz samotności, masz mniejsze szanse, że stworzysz temu systemowi opór. To nie znaczy, ze człowiek samotny jest wolny. Nie. Też musi częściowo być w tym systemie, by utrzymać się na powierzchni wody.

Stale w życiu waży się: coś za coś.

13.02.1015

Zawsze zauważam tę datę, kiedy jest trzynastego. Nie jestem jakoś szczególnie przesądna, ale jednak w myślach odnotowuję: znów mamy trzynastego! A ten ostatni trzynasty, był dopiero co. Boleśnie odczuwam, że minął miesiąc, trzydzieści dni, a pamiętam moją ostatnią refleksję, czyli sprzed miesiąca, właśnie na ten sam temat, jakby to było wczoraj.

Dlaczego ten czas tak pędzi? A jego percepcja z wiekiem zmienia się na naszą niekorzyść? Wszystko mija szybciej, traci intensywność, hurtem przelatują dni posortowane w tygodnie, a potem miesiące i w końcu lata, które lądują skompresowane w pamięci i odczuwam je tak, jakby wydarzyły się wczoraj? Pamiętam przeszłość, a nie nadążam za teraźniejszością, która w postaci katalogów poszczególnych plików znów przechodzi do archiwum.

Widzę uśmiech Maleństwa, a to tak, jakby Starszy śmiał się do mnie w wieku niemowlęctwa. A Starszy skończył  niedawno dziesięć lat. I to jest ta różnica. To nie jest kwestia podobieństwa, analogii sytuacji, a cholernego upływu czasu.

Życie jest zagadką,  momentami zupełnie inaczej je postrzegam niż wcześniej. Z  czasem jest dla mnie jeszcze większą tajemnicą. Z czasem nie jest łatwiejsze. To wiem.

Ssie mnie w żołądku, to chyba z powodu tych egzystencjalnych rozterek, idę zrobić sobie kanapkę z miodem.

Auuł.., zęby reagują na miód, nie wiedzieć czemu. Pewnie dlatego, że jem po nocy.

14.02.2015

Człowiek myśli o sobie, o własnym spełnieniu, a czy nie powinien myśleć i zrobić coś  w sprawie Ukrainy? Zrobić coś na rzecz pokoju na świecie, a nie myśleć o sobie?

Myślę o pisaniu, a tam toczy się wojna, giną ludzie. Wszyscy jesteśmy bierni wobec tego okrucieństwa i żyjemy własnymi sprawami. Znieczulica. Współczujemy, a tak naprawdę cieszymy się, że to nie u nas.

Dobrze. Przestaję. To nie ma być TVP Info, a ,Dziennik frustrata’.

15.02.2015

Słońce jest coraz wyżej, wczoraj temperatura w  samochodzie pokazywała siedem stopni w południe. Piękna pogoda. Zaczyna się.  Znów zaczyna się pora, kiedy trudno jest usiedzieć w domu. Ostatnie chwile zimy muszę wykorzystać na pisanie. Łatwiej się wtedy koncentrować, bo pogoda tak nie rozprasza. Poza tym, są mniejsze wyrzuty sumienia, że siedzę w domu i piszę, a nie przebywam z dziećmi na dworze do wieczora. Dni będą dłuższe, więc dzieci będą później chodzić spać. Z pisaniem wieczorem będą trudności. Z kolei zimą wieczory dłuższe, dzieci wcześniej zasypiają, ale samemu też się szybciej oczy kleją.

Jednak w czasie chłodu lepiej się myśli i jest większy spokój dookoła. To sprzyja długim namysłom. I klarownym planom.

16.02.2015

Jak jest różnica między autorką a pisarką?

W którym momencie zaciera się ta granica?

Czy pięć książek wystarczy? A może jedna?

A może chodzi tu tylko o status. Jeśli ŻYJE SIĘ z pisania, to jest się pisarką, a jeśli nie, to autorem tekstów?

A może nie chodzi o zarabianie na pisaniu, a o sam fakt pisania i trwania w tym, pomimo nie wydawania? Jak  ja. Ciągle coś mam na warsztacie, czy jestem już pisarką? Czy tylko autorką z predyspozycjami?

Może kadzę sobie.

Tak mnie to zastanawia, a Was nie?

17.02.2015

Pierwsza zupka Maleństwa, a właściwie wywar z warzyw. Kręciliśmy filmik, by ująć tę niepowtarzalną reakcję. Większa część pociekła mu po brodzie, ale troszkę połknął. Był zainteresowany samą czynnością. Łapał łyżkę i talerz, i patrzył na nas ze zdziwieniem. Słodziutki. Dzisiaj ważna dla nas data. Mała rocznica.

Pisanie mi nie idzie, rozkojarzona jestem. Raptem jeden rozdział napisałam. Mam nadzieję, że do końca lutego skończę bajkę.

Mama przywiozła ciasto drożdżowe z jabłkową marmoladą i posypką. Oczywiście wszystko jej roboty. Dzisiaj jest śledzik, więc był, ale drożdżowy.

18.02.2015

Jakie to piękne: pisanie. Wyobrażasz coś sobie, zapisujesz. Kreujesz, rozwijasz, spisujesz myśli, a potem powstaje całość: tekst, wiersz, opowiadanie, powieść, esej.

Zapisane nie ginie. Pisząc, stwarzasz niematerialny świat. Powstaje coś z niczego. Tylko siła naszych myśli i woli, by to zapisać.

Pisanie jest piękne. I nasz język polski również.

19.02.2015

Dzisiaj byliśmy złożyć wniosek o paszport dla Maleństwa. Trzeba być przygotowanym do ucieczki. Na wypadek wojny w Polsce.

Wojna już jest w Ukrainie, ale jeśli nas dotknie, nie chcę, byśmy musieli ten horror przeżywać, nie chcę by dzieci nie miały dzieciństwa, a nabytą nerwicę. Pragnę pokoju. Normalnego życia dla nich, o ile to jest możliwe w dzisiejszym świecie, gdzie co chwila wybuchają bomby, nie wiemy gdzie, kiedy i kto dokona ataku terrorystycznego. Nie ma bezpiecznego miejsca. No, ale wojna w wykonaniu Putina, to regularny ostrzał artyleryjski, rakietowy, no i możliwość użycia bomby atomowej. Położenie geopolityczne mamy kiepskie, od wieków dostawaliśmy przez to po dupie, ostatecznie  wychodziliśmy zwycięsko, ale… Nie chcę, by to powtórzyło się po raz kolejny.

Gdzie może być bezpiecznie? Tam gdzie panują trudne warunki do życia i jest to daleko, np. Islandia, Nowa Zelandia,  Australia.

Jeśli przyjdzie wojna, trzeba uciekać. Ratować się. Chyba każdy, kto ma choć odrobinę takich możliwości i samozaparcia, będzie to czynić.

Niby nikt nie mówi oficjalnie o zagrożeniu Polski, ale czyny władz przemawiają o czymś odwrotnym. Wzrost nakładu finansowego na armię, powszechne obwieszczenie o szkoleniu wojskowym dla roczników z lat dziewięćdziesiątych, które ukazało się w każdej gminie. To świadczy o przygotowaniach, mobilizacji na ewentualność wojny. Nie kraczę, że wojna będzie, tylko, co jeśli będzie…?

Oj, źle się dzieje.

Każdy się boi wojny. No, chyba tylko nie preepersi.

20.02.2015

Znacie wiersz Juliana Tuwima pt.: ”Ptak” ?

Jest to wiersz ukazujący się w antologiach wierszy dla dzieci. Przytaczam, dla tych, którzy nie pamiętają:

Julian Tuwim
„Ptak”
Na gałązce usiadł ptak:
Zaszczebiotał, zatrzepotał,
Ostry dziobek w piórka otarł,
Rozkołysał cały krzak.

Potem z świrem frunął w lot!
A gałązka rozhuśtana
Jeszcze drży, uradowana,
Że ją tak rozpląsał trzpiot.

Czy zauważyliście, że ten wiersz dla dzieci jest przepięknym, subtelnym erotykiem?

***

Skończyłam bajkę. Ale bez entuzjazmu. To jest pierwsza wersja. Nie jestem zadowolona z końcówki, bo mam wrażenie, że ucięłam fabułę.

Ale coś zrobiłam. Jakiś mały postęp się dokonał. Albo ja go dokonałam.

Napisałam bajkę.

Skończyłam.

Nie czuję euforii, bo nie jestem pewna zakończenia. Najprawdopodobniej  poprawię ostatni rozdział lub napiszę go na nowo.

Może w weekend poproszę Starszego o przeczytanie i opinię. Ciekawa jestem, czy będzie mu się podobać.

Napisałam bajkę, coś udało mi się ukończyć, stworzyć jakąś całość. Teraz zabiorę się za powieść.

Teraz albo nigdy.

21.02.1015

Znowu to samo. Wewnętrzny przymus, ponaglanie, by pisać. Już niedługo półmetek urlopu macierzyńskiego i czeka mnie powrót do pracy. Nie chcę! Chcę pisać. A moje pisanie przez ten czas miało zmienić tę sytuację. Jakże jestem jeszcze daleko.

Pisanie miało mi otworzyć furtkę do wolności i niezależności. Wolności od pracy na etacie, a niezależności, w sensie statusu, utrzymywania się finansowo na powierzchni wody.

A na razie kicha totalna. Tylko wy o mnie wiecie. Wydanych książek ( a nie, napisanych!) zero na koncie, a wiec powrót do pracy nieuchronny.

Mój plan się nie wiedzie…

Jak tu zostawić takie Maleństwo w domu? I z kim? Nie wyobrażam sobie tego.

24.02.2015

Burza myśli. Wiele rozmyślania o przeszłości, popełnionych błędach i straconych szansach.

Taki dzień mam refleksyjny. Towarzyszy mi poczucie, że do pewnych spraw nie ma już powrotu. Ostateczność.

Jednocześnie przyszły mi do głowy dwa pomysły na opowiadanie.

Pierwsze będzie o facecie, który postanowił w stu procentach  zastosować się do ósmego przykazania  z dekalogu – czyli nie kłamać, a mówić innym to, co myśli, szczerze. Z początku przedstawię go w starej wersji, jak kłamie ‘dla dobra’ ogółu, następnie po zmianie, np. jak mówi szefowi co myśli, u fryzjera, u swojej matki na obiedzie, dziewczynie na temat wyglądu, tego czy mu było dobrze, czy nie; etc. Wszystko zacznie się psuć i poobrażają się na niego. Dziewczyna rzuci.  W pracy będzie najbardziej nielubiany. Wniosek: nie popłaca mówienie prawdy i mówienie innym, co się o nich tak naprawdę myśli. Obnażenie ogólnie przyjętej hipokryzji.

Drugie o kobiecie z nerwicą, którą męczą objawy chorób psychosomatycznych. Jak nawet przełykanie będzie katorgą.

Może będę tworzyć pojedyncze opowiadania, i jak się ich trochę zbierze plus jakieś stare, to spróbuję je opchnąć w jakimś wydawnictwie?

Musze działać, bo tylko pisanie mnie rozwija. Różne formy pisane nawet równocześnie.

25.02.2015

W pisaniu nie jestem w stanie wyjść poza trzy rzeczy: moje doświadczenie; to co widziałam i zaobserwowałam, to co przeczytałam oraz to, co jestem w stanie sobie wyobrazić, wymyśleć. Nic ponad to, nie jestem w stanie stworzyć. Ciekawe, że każdy inny człowiek jest taką niepowtarzalną konstelacją. Każdy z nas byłby innym pisarzem i napisałby o czymś innym lub o tym samym, ale inaczej, z innego punktu widzenia.

„Nic dwa razy się nie zdarza”. To prawda. Nie tak samo. Nigdy.

27.02.2015

Jak miałam piętnaście lat, nawet dwadzieścia – czułam, że świat stoi przede mną otworem. Teraz czuję, że te drzwi są tylko lekko uchylone. Przykre, że tak czuję. A mam zaledwie trzydzieści dwa lata i niecały miesiąc…

28.02.2015.

Nanoszę poprawki, właściwie jest to drobna kosmetyka mojej bajki, bądź jak kto woli- książki dla dzieci.

Właściwie co decyduje o tym, że niektóre książki dla dzieci nazywamy bajkami, a inne książkami?

Czyż kryterium oceny nie stanowią bohaterowie? Jeśli bohaterami są dzieci, to jest to książka, a jeżeli głównymi postaciami są stworki, zwierzątka, nierzeczywiste istoty, to jest to bajka?

A może bajkami są tylko te książki, które zaczynają się od słów: dawno, dawno temu…

Chyba, że grupa wiekowa czytelników o tym decyduje. Jeśli dotyczy to wieku cztery plus, to będzie nosiło nazwę: bajka, a jeśli np. osiem z plusem – książka?

A teraz z innej beczki. Kogo dzisiaj stać na dekadencję? Hulanki, swawole? Kiedy każdy jest zagoniony, pogrążony w kredytach i znerwicowany wiązaniem końca z końcem. Przy obecnym tempie życia, nie można się zatrzymywać. Chyba sto lat temu ludzie mogli bardziej cieszyć się życiem i rozwodzić się nad jego urokami i bolączkami. Teraz wszyscy zapierdalają w jednym kieracie.

Do tego, boli mnie kręgosłup z prawej strony. To od tego karmienia piersią na siedząco i garbienia się oraz siedzenia przed kompem po nocach. Jeden spacer z wózkiem w ciągu dnia to za mało. Brakuje mi tańca. Moje mięśnie są spięte, nie jestem rozciągnięta.

Ho, ho i mamy koniec lutego. Dwa miesiące dwa tysiące piętnastego roku za nami. Znów przeleciało jak jeden dzień.

……………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………..

Jeśli Ci się podobało, możesz mi postawić wirtualną kawę!

Dziękuję.

Ostatni frustrat Europy- odcinek pierwszy- Styczeń

Laura Bellini: Ostatni frustrat Europy

Wydanie 1 , 2023

Wszystkie prawa zastrzeżone.

ISBN 978-83-942796-0-8

STYCZEŃ

03.01.2015

Nigdy z niczym nie mogę zdążyć. Z rozpoczęciem pisania tego dziennika z datą pierwszego stycznia, również.

To takie postanowienie noworoczne, próba zdyscyplinowania siebie do tego, by pisać i rozliczać się z tego pisania. Poza tym zwykły zapis bolączek. Po trosze świadectwo pokolenia. Ja też jestem jego głosem i chcę, aby mnie usłyszano. Takich frustratów zapewne jest więcej.

Ciekawe, czy ktokolwiek będzie czytać mój blog? Z tego co obserwuję, coraz większe rzesze oglądają vlogi. Komu chce się dziś wysilać i czytać?

Łatwiej oglądać i słuchać niż czytać. Co w moim przekonaniu zubaża. To prawda, że przy filmach więcej zmysłów pracuje, ale czytając uruchamiamy głębszy proces myślenia, analizowania, wyobrażania tego, o czym czytamy. Oglądając, atakuje nas wiele bodźców, które nas również rozpraszają. Czytanie, to: skupienie, wyciszenie się, głębokie odczuwanie i przeżywanie fabuły, budowanie analogii.

08.01.2015

Za oknem huraganowe podmuchy, zmrożone krople deszczu, prawie grad uderzają o szyby. Za kwadrans północ.

Google przepasane kirem po wczorajszym zamachu na francuski dziennik satyryczny Charlie Hebdo. Za chwilę codziennie będziemy słyszeć o zamachu, aż znieczulica zapanuje kompletna, do czasu, kiedy nie stanie się to u nas. Nie znamy dnia ani godziny. Truizm? Prawda.

Zaraz upłynie dziesięć dni stycznia, a ja nie napisałam więcej niż strona A4  czcionką nr. 11.

A chciałbym napisać stronę dziennie w mojej sytuacji.

Chcę skończyć rozpoczętą bajkę, którą zaczęłam pisać jeszcze w grudniu- jako przerywnik. Przyszła do mnie w nocy, kiedy nie mogłam zasnąć; fajne pomysły, gotowe dialogi oraz postacie. Muszę ją napisać. A właściwie zapisać… Również dla naszych dzieci. A potem powrócić do mojej powieści, wielkiej powieści osadzonej  na przełomie XVIII i XIX wieku. Mam  ją na warsztacie od kilku lat, w tym z kilkuletnią przerwą niepisania wcale, ale za to czytając książki historyczne.

09.01.2015

Mamy dwa tysiące piętnasty rok. Piętnasty… Ta data nasunęła mi to, jak ja się czułam, kiedy miałam piętnaście lat. Pamiętam siebie  w czerwonej sukience, latem, jak szłam miedzą w stronę kolei, pełna nadziei. Właśnie skończyłam podstawówkę. Wspaniałą podstawówkę, z której mam najlepsze wspomnienia edukacyjne w życiu i która mnie najbardziej rozwinęła. Szkoła średnia, studia, nigdy już to się nie powtórzyło – ta siła rażenia oraz rzetelność, zdobywanie prawdziwej wiedzy, ale i empatia, patrzenie na potencjał jednostki. Traktowanie podmiotowe. A wtedy myślałam, że to dopiero początek. Myślałam, że kiedy  wypłynę na szerokie wody, to dopiero pożegluję z własnym rozwojem i spotkam wspaniałych ludzi. Nie prawda.

Piętnastolatka, pisząca wtenczas wiersze, co dla mnie samej było zaskoczeniem, bo przecież wcześniej była tylko proza. Miałam w sobie marzenia i wiele wiary, nawet przekonanie, że będę pisać, utrzymywać się z tego i zaistnieję w światku skrybów. Czułam, że życie do mnie należy, że przed sobą mam wspaniałą przyszłość, nie świetlaną i łatwą, ale te siedemnaście lat temu, myślałam, że w obecnym wieku będę już uznaną i zadowolona z siebie pisarką.

Realizuję się jako matka, jest to ważna, ale jednak jedna ze sfer życia, gdzieś tam głęboko, każdy ma w sobie jakieś powołanie i wewnętrzny nakaz, by robić to, co do niego należy. Pomimo udanego życia rodzinnego bądź nie, kłopotów finansowych, zdrowotnych nawet, ten przymus realizowania się jest niezniszczalny, pierwotny nawet. Jest jak popęd.

Pisanie, myślenie o pisaniu mnie uszczęśliwia. Kiedy to robię, jestem zadowolona z siebie, czuję się lepiej- mam niższe ciśnienie krwi. Jestem spokojniejsza, nie czuję objawów stanów lękowych i nerwicy. Nie piszę dla terapii. Mam nerwicę przez to m.in., że nie piszę, nie ukończyłam swojej powieści.

10.01.2015

Dwa dni temu w wieku osiemdziesięciu ośmiu lat zmarł Tadeusz Konwicki. Na TVP Kultura wieczorem emitowali program dokumentalny o nim. Nie oglądałam w całości, bo nie widziałam początku, ale był to obszerny dokument: posklejane wywiady plus spotkania autorskie oraz wypowiedzi córek. Pierwsza córka, bardzo podobna fizycznie do ojca, mówiła o więzi telepatycznej ich łączącej, ponoć nie musieli rozmawiać, by jedno wiedziało co drugie myśli; natomiast druga córka – niepodobna fizycznie – wspominała dzieciństwo. Powiedziała coś, co bardzo mi utkwiło w głowie, mianowicie  że widziała ojca za szybą jak pisał i nie wolno było mu przeszkadzać. Tak, widziała go za szybą. Taki żal było słychać w jej głosie o dystans i niedostępność ojca, o to , że nie poświęcił im – córkom- wystarczającej ilości czasu.

A moja refleksja jest zgoła inna. Nie pierwszy to mężczyzna, który może pisać i mieć w nosie wszystko. Może pisać i nie musieć się przejmować  tym, co w tym czasie dzieje się z (również jego) dziećmi. Już  żona się miała nimi zająć i ewentualnie odciągnąć od tych drzwi z szybą, żeby mu nie przeszkadzały, w końcu pracował. Na przykład Thomass Mann i jego żona Katia. Ona też o wszystko dbała.

Porównuję siebie – nikt mojego pisania nie traktuje poważnie, jak pracy.(Może dlatego, że niczego jeszcze nie wydałam).  Fakt – niczego prócz własnej satysfakcji i spokoju ducha z tego nie mam (wciąż), ale to ja muszę sobie wygospodarować czas na pisanie: nocą, nad ranem, w czasie drzemki Maleństwa. Przy ostatnim, nie zawsze możliwe, bo jak muszę ugotować, wyprać – to robię to w tym czasie. Muszę się wyrobić (zdążyć) z obowiązkami domowymi, bo nikt tego za mnie nie zrobi.

Który facet to zrozumie? Poczuje?

Wielokrotnie miałam fajne pomysły i pociąg do pisania, kiedy nie mogłam pomarzyć nawet, bym mogła to zapisać. Czasem na papierze skrobnę pojedyncze pomysły. Nieraz odwrotnie, pisałam i miałam tak zwaną wenę, a tu np. Malutki się obudził, jest głodny; Starszy podobnie – przerywam bez  żalu ze względu na dzieci, z drugiej strony wiem, że fajnie mi się myśli układały i mogłabym zapisać parę stron i że tego nie zrobię. Przepadło. Nigdy w takiej samej formie już nie odtworzę tego, co chciałam zapisać.

Jest to naturalne, że przerywam. Nawet nie próbuję się użalać. Bardziej chcę tutaj ludzi, czyli WAS uświadomić.

Z drugiej strony warto doceniać. Doceniać pisarki (posiadające dzieci). Doceniać żony pisarzy, żony artystów w ogóle.

Buńczuczne feministki pewnie chórem się odezwą: to po co masz dzieci, skoro chciałaś pisać?

Moja odpowiedź zabrzmi: chcę mieć rodzinę i chcę pisać. Chyba to nie grzech?

Ubolewam nad moją relatywnie słabą wytrzymałością fizyczną. Żałuję, że nie wystarczają mi trzy godziny snu na dobę.

A teraz możecie mnie hejtować.

13.01.2015.

Jest  czterdzieści minut po północy, a ja odpaliłam komputer. Rodzina już śpi. Jestem zmęczona i też chętnie bym się położyła do łóżka, jednak tego nie robię. Gna mnie myśl do komputera, że muszę pisać. Bo dzisiaj nic nie udało mi się jeszcze zapisać, a to niedobrze jest. Tak właśnie mija dzień za dniem,  tak naprawdę upływa życie. Upływa, czyli go ubywa. Nie będę wieczna ja ani pozostali. Chcę coś zrobić, coś napisać i po sobie pozostawić . A najważniejsze, póki żyję robić to, co sprawia mi przyjemność. To jest chyba najważniejsze. Podwójna radość  z istnienia, kiedy robi się to, co lubi.

Do komputera gna mnie jeszcze świadomość, że  mój urlop macierzyński nie będzie wiecznie trwać. Zarywanie nocy nie jest mi obce, bo pracowałam zmianowo. Aby to zmienić, pozostaje mi na macierzyńskim zarywanie nocy, by pisać. I jest to o wiele łatwiejsze, gdyż piszę, bo lubię. Żeby tylko były tego wymierne efekty, w postaci ukończenia i wydania książki. Pisarze, ci dobrzy, popularni mniej lub bardziej, utrzymują się nie tylko z prowizji od sprzedanej ilości książek. Zarabiają na spotkaniach autorskich, powstaje coraz więcej nagród literackich, coraz częściej miasta przyznają nagrody. Mamy  Literacki Sopot,  szczecińską Gryfie, śląski Wawrzyn Literacki, nie mówiąc o Nike czy Angelusie, nagrodach za kryminał czy reportaż, książki historyczne, poezje… Wiele konkursów. Tylko trzeba być zwierzęciem konkursowym oraz być nominowanym. Nie wiem, czy jestem. Na razie jestem w sieci i wy mnie czytacie, poznajecie. Widzę po statystykach, że jesteście, natomiast komentarzy z waszej strony brak.

Piszę w nocy, bo w dzień będę się zajmować Maleństwem. To nie jest tak, że dziecko mi przeszkadza w pisaniu. Nie. Gdyby nie macierzyński, zamiast zajmowania się dzieckiem, byłabym w pracy, czyli też nie pisałabym. Doceniam możliwość bycia przy dziecku, zwłaszcza kiedy widzę, jak ono tego potrzebuje. Mama w tym wieku jest dla niego wszystkim, zwłaszcza, gdy karmi się piersią.

Znam piekło nocek, pracy po dwanaście godzin, zmianowej. Pracy we wszystkie święta czy weekendy, jak wypadnie. Nie ma świętości.

Zamiast tej pracy, mogłabym pisać dwanaście godzin. Nawet w święta.

14.01.2015

Wiecie co mnie wkurza? Tendencyjność  Europy. I świata. Już siedem dni mięło od zamachu we Francji na satyryczny dziennik Charlie Hebdo. Stała się straszna tragedia i zakusy dżihadystów są zatrważające.

Dzisiaj rzecz o mediach. Po zamachu wszystkie  programy informacyjne, debaty, były na ten temat, gazety solidarnie o nich pisały. Dzień po zamachu, kiedy była obława na braci terrorystów, kanał informacyjny na żywo to transmitował. Na wczorajszej gali Grammy w Los Angeles gwiazdy nosiły plakietki : jestem z Hebdo.  Zostało to tak nagłośnione, bo stało się w Europie, w bogatym państwie i może to zagrozić zachodniemu stylowi życia, dobrobytowi.

W dzisiejszych wiadomościach dopiero po dziesięciu minutach powiedzieli o zamachu terrorystycznym w Nigerii, w którym na targu dwie dziewczynki zdetonowały bomby, które prócz nich zabiły około dwustu osób. Zaledwie kilka dni, dwa zamachy. Ale jaka różnica w potraktowaniu tych informacji! O zamachu na bogatych, wykształconych dziennikarzy – skutkach i przyszłości -debata ogólnonarodowa. A o Afryce? Właściwie w kontekście  zamachów  terrorystycznych i dżihadystach o tym wspomniano.

Nie przeszkadza wam ten oportunizm ? Jasne, kogo obchodzi Afryka?

Who cares about Africa?

15.01.2015

Uśmiech dziecka to najpiękniejsza rzecz na świecie. To nie jest banał. To jest prawda.

Kiedy nachylam się nad łóżeczkiem po przebudzeniu Maleństwa, on uśmiecha się do mnie na szerokość całej swej buzi, obnażając bezzębne dziąsełka. Jego oczka też się uśmiechają, a nieraz nawet wzdycha z radości, gdy mnie widzi. Młóci rękami i nogami pod kołderką. Całym sobą wyraża radość. Czuję wtedy falę ogromnego szczęścia, absolutnego. Wtedy nic nie jest ważne, nic się nie liczy. W takich momentach, chcę tylko aby dzieci były zawsze zdrowe i aby miały w swoim życiu jak najwięcej powodów właśnie do tak szczerych uśmiechów. Doceniam każdą chwilę z dziećmi. Naprawdę. Czasem nie chcę by rosły, bo żal mi każdego przemijającego etapu, wiem, że już nie wróci. Oczywiście cieszę się z nowych umiejętności, postępów, zdaję sobie sprawę, że to nieuniknione. Jednakże dzieci rosną, są coraz starsze, dorosłe, przyjdzie moment, że wyfruną z gniazda. Takim już jestem typem, że moja radość jest podszyta nostalgią. Widzę lustro- lśniącą płaszczyznę i jego ciemną stronę.

Też tak macie?

21.01.2015

Mało pisania! Mało, mało…

22.01.2015

Dostaję pytania skąd mój pomysł na ten świetny tytuł?

W pierwszej klasie ogólniaka, tylko przez rok mieliśmy muzykę. Prowadziła ją fajna, młoda nauczycielka, która była świeżo po ślubie, wkrótce zaszła w ciążę i nie spotkaliśmy się z nią więcej. Nie tylko z nią, ale i muzyką jako przedmiotem. Lekcje nie były sztampowe, oglądaliśmy z nią np. film: Amadeusz; uczyła nas tańców ludowych. Pewnego razu zaprezentowała również nagranie dźwiękowe, bardzo stare i okropnej jakości: Ostatni kastrat  – i dopowiedziała: Europy. Kiedyś mężczyzn przeznaczonych do pracy w chórze, a właściwie chłopców kastrowano, po to by ich głosy były wysokie, kobiece, wyjątkowe. Ostatni z tak potraktowanych został nagrany. Pamiętam, wywarło to na mnie duże wrażenie. Od tamtej pory ten tytuł kołacze mi się po głowie. Stąd moje zapożyczenie i wymiana jednego słowa, a jaki jest wspaniały efekt: Ostatni frustrat Europy. Ile pytań się rodzi? Dlaczego frustrat, dlaczego ostatni, dlaczego Europy? – wymienić choćby trzy najprostsze. Jak wiele znaczeń, niuansów  zdoła się ukryć pod tym tytułem?

Frustrat?

Dlaczego ostatni frustrat  a nie frustratka? Pozwólcie, że wyjaśnię w dwóch punktach.

  1. Gdyby była frustratką – zastanawiając się nad kupnem książki tylko ze względu na tytuł – pewnie z góry wzięlibyście mnie za niewyżytą seksualnie babę, opisującą swe wynaturzenia.
  2. Frustrat – brzmi interesująco – a jego dywagacje na różne tematy na tle europejskim będą prawdziwe, ciekawe, poważne, bo wszak jest mężczyzną. Najlepiej  w przedziale wiekowym 35-45 lat. Nie młody szczaw, a już wykształcony, z doświadczeniem zawodowym i okrzepłą męskością, która tak pociąga kobiety.

Męska końcówka jest moim chwytem marketingowym. Ale się nabraliście, co?

23.01.2015

Jest wpół do pierwszej w nocy i dopiero zasiadam do pisania. Przed chwilą skonsumowałam bułkę maczaną w swojskiej oliwie z oliwek od szwagra z Włoch. Jak pisać, to trzeba się posilić.

Boli mnie kręgosłup, a to głównie dlatego, że miałam pracowity dzień. Winę za moje zmęczenie ponosi fakt, ze wczoraj o pierwszej trzydzieści poszłam do łóżka, a wstałam już cztery godziny później, o szóstej trzydzieści. Upiekłam sernik kłamczuchy i ugotowałam zupę dyniową.  Trochę posprzątałam. Miałam gościa, przyjaciółkę, z którą nie widziałam się pięć miesięcy i która widziała Najmłodszego po raz pierwszy. Do tego dziecko miało atak płaczu z powodu ząbkowania. Jestem zmęczona, ale nie mogę odpuścić. Teraz jest mi trudno walczyć z sennością, by pisać, a przecież jeśli tego nie pokonam, będę musiała walczyć z sennością z innych, dużo mniej przyjemnych powodów. Jeśli teraz nie zacznę spełniać swoich snów, to kiedy? Na emeryturze? Nie wiadomo, czy dożyję przy tym żniwie nowotworów. Nie wiadomo, czy jeszcze będzie mi się chciało. Ostatni gwizdek. Za tydzień trzydzieste drugie urodziny.

Zasypiam na siedząco.

***

Godz.23.22.

Maleństwo nie śpi, bawi się z tatą. Siadam do komputera i powinnam pisać. Jednakże sprawdzam skrzynki pocztowe i kilka blogów. Internet  ze wszystkimi  dobrodziejstwami i przekleństwami to jednak złodziej czasu, rozpraszacz. Wchodzisz na internet niby na minutkę, a zostajesz godzinę. Dlatego lepiej nie wchodzić wcale, gdy ma się zamiar pisać, a zwłaszcza napisać książkę.

Internet  to ogólnie bardzo ciekawy twór – a emocje jakie wywołuje i konsekwencje, których on nie ponosi, są olbrzymie. Coraz częściej spotykam się z traktowaniem internetu jako wyroczni. Hasło: ‘W internecie tak było napisane’ – słyszę nagminnie. Przekonanie i ton głosu sugerują stosunek nabożny do tego co tam jest napisane. Jest to bezwarunkowo przyjmowane jako prawda. Dr. Google to najlepszy lekarz i farmaceuta. Można przeczytać o wszystkich chorobach i ich symptomach, a później spróbować wystawić sobie samemu diagnozę. W następnej części można  również wyszukać panaceum na te dolegliwości i rozpocząć samodzielne leczenie. Bez wychodzenia z domu. Tanio i niebezpiecznie. (Czasem drogo – pełno jest naciągaczy np. na cudownie odchudzające tabletki). Jest to w pewnym stopniu pouczające, ale w głównej mierze – zatrważające.

Internet – słowo wytrych i słowo – zasłona. Jakże często ludzie w dyskusji bronią swoich argumentów stwierdzeniem, że ‘internet tak mówi’, na poziomie zupełnie ogólnym. Nie dopowiadają kto, gdzie, na jakim portalu, gazecie, platformie, forum. Przekręcają, dopowiadają, lepią jak plastelinę wszelkie informacje z internetu , byleby stworzyć wiarygodnego, oczytanego, mądrego, bynajmniej nie zacofanego siebie, (człowieka postępu).

Gorszy mnie natomiast ignorancja ludzi wyżej postawianych, np. lekarzy, którym nie chce się już tłumaczyć schorzenia, tylko potrafią bezczelnie powiedzieć: pani poczyta sobie w internecie. W domyśle (masz  babo receptę, to już wychodź, bo następny, a może prywatnie pacjent czeka).

Podobnie panie z rejestracji przy pytaniu o szpital bądź przychodnię, w której można zrobić badania, odpowiadają, że można poszukać sobie w internecie, chociaż to ich działka i powinny udzielić informacji. Zwłaszcza wymaga się tego od ludzi młodych. A jakby tak stanąć okoniem dla tego masowego zjawiska? Da się jeszcze być tak ‘niedzisiejszym’? Stać nas na to?

Dobrze, rozpisałam się, a tu powinnam pisać powieść. Już wychodzę stąd i idę pisać.

24.01.2015

Młodzi gniewni: internauci, youtuberzy odnoszą sukcesy, zbijają fortuny.

A człowiek ambitny, krytyczny wobec siebie stale ma jakieś wahania, rozterki. Chce udoskonalać, martwi się, że to co robi nie jest dość dobre, by to pokazać. A rządni sukcesu, bez skrupułów produkują co im ślina na język przyniesie, są aktualni, bo mnożą wpis za wpisem. Nie martwią się zbytnio o stronę merytoryczną, której nawet często nie ma. Wpis jest o kotlecie zjedzonym na obiad i maści cynkowej na pryszcze. Wklejają fotki, zakładają sami sobie fankluby, zrzeszają facebookowiczów i zbierają kciuki w górę. Są znani z tego, że są znani, czyli epatują własnym ekshibicjonizmem. Dzisiaj, jak nigdy dotąd jest on w cenie. Ciekawe do kiedy?

Młode osoby, bez większego wysiłku odnoszą stosunkowo małym nakładem sił spektakularne sukcesy w wymiarze finansowym. Boli to pozostałych, którzy się uczyli, pracują ciężko i ledwo wiążą koniec z końcem.

Nie chcę się zaliczać do grona tych ostatnich, ale tak trochę jest na razie i nie chcę by tak pozostało. Chcę to zmienić. Zmiana ma nastąpić poprzez pisanie. Powinno być ono docenione, zauważone. Chcę się realizować w tym, do czego czuję powołanie. Chcę się rozwijać w pisaniu.

Pragnę, aby mnie czytano, prócz radości pozwoliłoby mi to na niezależność. Słowem: byłabym wolnym człowiekiem.

W podobnym tonie i o rozczarowaniu niespełnionych karier w Dzisiejszej Wyborczej jest dobry tekst Dobravki Ugresic. Zgadzam się z nią. I czuję tak samo.

Świat staje na głowie. Młode pokolenia są inne. Nie doceniają wiedzy, pracy, doświadczenia starszych. Nie rozumieją żalu, które one czują. Media społecznościowe, tantiemy z reklam – to wszystko nabija portfele młodych, którzy zbyt szybko są ‘dorobieni’ i z siebie zadowoleni. Nie mają kompleksów, że czegoś nie przeczytali, nie umieją. Ich poczucie własnej wartości buduje się i mierzy grubością portfela. Często są opryskliwi, chamscy. Myśla, że są dobrzy, bo  mają kilka tysięcy fanów. I że to wystarczy na całe życie.

Brakuje refleksji, pokory.

30.01.2015

Jutro są  moje urodziny. Trzydzieste drugie. Za rok trzydzieste trzecie. W wieku trzydziestu dwóch lat J.K. Rowling  napisała pierwszą część ‘Harrego Pottera’. W wieku lat trzydziestu trzech Jack London napisał ‘Martina Edena’, swe życiowe dzieło. Jezus Chrystus w tym wieku umarł, zostawiając po sobie bogate i wielowątkowe dziedzictwo Nowego Testamentu.

A ja? Zadebiutuję?

……………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………..

Jeśli przeczytaliście pierwszą część 'Ostatniego frustrata Europy' i Wam się spodobał, zapraszam już za tydzień, na kolejny smakowity odcinek: LUTY.

Pamiętaj, możesz wesprzeć moją pisaninę i postawić mi wirtualną kawę. Link znajduje się powyżej w filiżance.
Dziękuję.

Jutro premiera!

Tak, to już jutro- 11.01.2023 roku- będzie miała miejsce premiera mojej szumnie i długo zapowiadanej książki: “Ostatni frustrat Europy”. Powieści autobiograficznej.

Nie tylko Sienkiewicz i Prus wydawali książki w odcinkach. Byli liczni epigoni.

Oto i Bellini, postanowiła dzielić  się 'Frustratem...' przez dwanaście kolejnych tygodni. 

Powieść - dziennik, jest zapisem dwunastu miesięcy 2015 roku. Każdej środy opublikuję kolejny miesiąc.

Dziennik szczery do bólu, prawdziwy, o pisaniu i niepisaniu, życiu.

Książka będzie dostępna za darmo.
Jeśli chcesz mnie docenić i wesprzeć, możesz mi postawić kawę. Link po prawej.

Do kolejnego przeczytania!

Sylwester 2022

Od dziś możesz mi postawić kawę!

Pod tym linkiem: http://buycoffee.to/bellini.laura możesz mi postawić kawę!

Odnośnik znajduje się też po prawej stronie w moim szablonie bloga. Najłatwiej w niego kliknąć i zostaniesz przekierowana/-y na właściwą stronę.

Moja autorska strona www.laurabellini.pl w grudniu przeszła odświeżający lifting, nastąpiły też zmiany.

W zakładce : ‘O mnie’ udostępniłam moje książki, w przyszłym roku będą kolejne premiery.

Jeśli podoba Ci się moja twórczość ( książki, wiersze, rysunki) i chcesz w wymierny sposób mi to okazać, możesz mi postawić kawę, którą bardzo lubię.

Jest to nieocenione wsparcie dla każdego autora/twórcy. Dla mnie też takie będzie!

Bardzo Ci za nie dziękuję!

Santa Claus is coming...

Andrzejki. (Czary Mary, piersi MARY)

Myszka Podróżniczka

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11
Ostatni frustrat Europy- odcinek czwarty- Kwiecień

Laura Bellini: Ostatni frustrat Europy

Wydanie 1 , 2023

Wszystkie prawa zastrzeżone.

ISBN 978-83-942796-0-8

Kwiecień

25.04.2015.

Tak długo nie pisałam. Tak długo mnie tu nie było, tęskniłam. Cholernie tęskniłam za pisaniem. Rozrywało mnie od środka. Nie odtworzę tych wszystkich zdarzeń oraz myśli. Nawet nie mogłam dostać się do komputera.

Było ze mną bardzo źle. Trzynastego marca byłam u kardiologa, następnie dwudziestego marca u pani profesor endokrynolog. Nabawiłam się takiej nadczynności (będąc pod opieką lekarza) od momentu urodzenia Słodziaka, że omal nie wykitowałam. Kto to przechodził, zrozumie o czym mowa.

 Choroby tarczycy, to dla mnie nie nowość. Wykryto mi ją w wieku piętnastu lat wraz z bardzo silną anemią. I przez te lata wiele udało mi się o niej nauczyć oraz  poczuć na własnej skórze, jak są postrzegane.

W ogólnym dyskursie społecznym choroby tarczycy są lekceważone, chyba że guz, to co innego, ale Hashimoto, Graves- Basedowa- czyli zapalenie tarczycy. Są to choroby związane z hormonami, no , a ich gołym okiem nie widać, dlatego wielu ludziom taka choroba wydaje się byle czym, skoro objawy nie rzucają się w oczy. Poza tym tyle się słyszy o tarczycy- ktoś, gdzieś, coś miał z tarczycą – dlatego wydaje im się nieprawdopodobne, żeby z jej powodu czuć się tak słabo.

Doprowadziłam się do takiej nadczynności karmiąc piersią, pomimo, że w grudniu byłam u lekarza, iż w przeciągu trzech miesięcy mój wynik  hormonu ft3 wyniósł ‘84’, gdzie norma jest ‘2-4’. Wyobraźcie  sobie, nie móc wejść na drugie piętro bez przystanku, bo serce chce wyskoczyć, bolą kolana, a pot spływa po całym ciele. Mój puls wynosił sto trzydzieści trzy w spoczynku, poniżej stu dwudziestu nie spadał! Schudłam tak, że wszystkie ciuchy lecą.

Wyobraźcie sobie, że nie możecie jeść i boicie się jeść, bo z suchości skleja wam się przełyk, stale się krztusicie, zjedzenie byłe jabłka jest wyzwaniem. Nic was nie cieszy. Mamcie problemy ze snem. Jesteście wykończeni. Wszystko robicie na siłę, nic z chęci.

Do tego nadciśnienie… Być może odziedziczyłam w genach i przed porodem Słodziaka z cała mocą się objawiło i jest, i będzie. Ale też może być wynikiem rzutu silnej nadczynności A wiec mam trzydzieści dwa lata i biorę tabletki na nadciśnienie. Puls nie reaguje. Potem idę do innego lekarza z tarczycą, dowiaduję się o bardzo silnej nadczynności, muszę brać leki, co nie jest proste, bo po tabletce osiem godzin nie można karmić. Słodziak nie chce chwycić butelki- żonglowanie butelkami i mlekami, po miesiącu stresu, smutku, zaczynam brać leki. I tak nie biorę zaleconej dawki, bo nie mogłabym karmić dwanaście godzin, bo tak duża dawka hormonów powinna być połknięta. A dwanaście godzin to jest zbyt długo dla Maleństwa bez piersi, gdyż zasypia tylko przy piersi lub na spacerku. Tutaj odpada mi w ciągu dnia godzina, dwie, kiedy wcześniej spał w domu, bo nie zaśnie bez piersi. Wychodzę na spacer, długi, aby się wyspał, bo jak nie, to jest marudny. A więc, na jakąkolwiek robotę ucieka mi czas, który kiedyś miałam. A jaki to był stres? Dziecko na piersi i nie chce chwycić butelki, a musi?!!! Poza tym dowiedziałam się, że w pewnym sensie byłam źle leczona, ponieważ przy nawrocie nadczynności dzisiaj zaleca się jej napromieniowanie radioaktywnym jodem. Polega to na odizolowaniu na dwa tygodnie od otoczenia, gdzie tarczycę się  traktuje jodem radioaktywnym  odpowiednio, teraz przy tak małym dziecku, nie wchodzi to w rachubę. Gdybym wiedziała wcześniej, to poddałabym się temu zabiegowi przed urodzeniem Słodziaka, gdyż Starszy jest odchowany. Kiedyś przy nawrocie nadczynności,  głównie wycinali tarczycę, teraz ja napromieniowują. A ja? Z pięć, dziesięć razy już ją miałam. Gdyż moja choroba polega na  wahaniu się, a to z nadczynności w  niedoczynność. Serce to wykańcza, metabolizm też jest do niczego. Człowiek sam sobą jest zmęczony. Choroby tarczycy to też spadek po Czarnobylu (z ust lekarza).

Do tego niespodziewanie doszła przeprowadzka. Nadarzyła się okazja: lepsze warunki i tańsze mieszkanie. I moja choroba do tego. Wszystko na głowie męża, ja mam siłę tylko na opiekę nad dzieckiem, nawet gotować mi się nie chce, choć lubię.

Dobrze, że nie pisałam, bo przez tę przeprowadzkę tyle jadu, złości było we mnie, że potrafiłabym tu tylko syczeć. Ilość gratów była zatrważająca. Do dzisiaj porządkujemy, nie możemy dojść do ładu. To bardzo utrudnia życie. I pisanie. Nie mamy jeszcze internetu, wcięło ładowarkę do laptopa, wiec ten był martwy. Coś tam bazgrałam do zeszytu, ale to nie to. Już się przyzwyczaiłam do Worda.

Piszę trochę chaotycznie, ale taki sam chaos był we mnie i obok mnie. Rozumiecie, przez co przeszłam…

Na koniec spieszę donieść, że nie ma żadnej odpowiedzi od Wydawnictw. Do  dziesiątego czerwca mam czas, ale już wątpię w to, że ktokolwiek do mnie napisze. No nic, wtedy wyślę książkę na Rozpisani.pl – jest to twór Wydawnictwa PWN- niby mają pomóc wydać, tylko pytanie: ile to kosztuje? Ktoś z Was wie?

26.04.2015

Zastanawiałam się, czy chcę być żoną, czy „ żoną przy mężu”?

Oglądałam na TVP regionalna  wywiad z pisarka Grażyną Plebanek. Trafiłam przypadkiem i zobaczyłam go w połowie, trwała promocja jej nowej książki: Bokserka.

 Plebanek wspominała swoja szkołę średnią, jak rozumiem  początek lat dziewięćdziesiątych, gdzie w obiegu były stare, popeerelowskie  dowody osobiste, z których dużo więcej można było wyczytać o właścicielu niż z dzisiejszych. Mamy tamtych uczennic miały w dowodzie wpisane zawody, tylko jedna wpisane miała adnotację: ”przy mężu”.

Jak to się ma do mnie? Ano ma.

Jeśli ja pójdę na wychowawczy, a potem rzucę pracę dla pisania (warunek: mąż musi zarobić na wszystko), to stanę się wtedy taką żoną ”przy mężu” dopóki nie zacznę zarabiać na pisaniu.

A teraz pytanie zasadnicze: kiedy mi się uda ”coś” wydać do kurki wodnej!?

Jest to balans. W pracy byłam niezbyt szczęśliwa, a ze względu na jej specyfikę nazbyt często przemęczona; gdzie tu pisać w takich warunkach, jak jeszcze jest rodzina?

Z kolei pracując zawodowo ma się oddech od przyziemnych obowiązków domowych.

Ma się inny, szerszy kontakt ze światem.

   Rodzina śpi, a ja piszę. Boże! Jaka jestem szczęśliwa, kiedy to robię, a słowa same kładą mi się pod palce. Bardzo mi tego brakowało przez tę przeprowadzkę. Tęskniłam strasznie do pisania.

27.04.2015

Teraz wiem, Wszystko trwa, dopóki sam, tego chcesz…

Śpiewa Rojek w radio. Jakie to jest prawdziwe, a muzyka podbija sens tych słów.

Tak jest prawie ze wszystkim: kompleksami, strachem, związkiem, przyjaźnią, złudzeniami. Nawet własna śmierć może być przez nas sterowana, jeżeli chcemy ją przybliżyć. W odwrotnym przypadku,  jest już trudniej- kiedy kostucha przyjdzie pod drzwi, raczej się nie wywiniemy…

27.04.2015

Choć  czas jak rzeka, jak rzeka płynie, unosząc w przeszłość tamte dni.

Dzisiaj włączyłam radio i usłyszałam tę piosenkę Niemena. Wcześniej wiele razy ją słyszałam, nawet miałam ją na płycie, ale dzisiaj mnie poruszyła wyjątkowo. Słowa refrenu są proste, a muzyka powoli wije się jak leniwa rzeka; ale tak bardzo uderzają w sedno.  Stare panta rhei – stale aktualne.

Potem pojechałam z dziećmi do siostry, u której było jeszcze inne towarzystwo. Jedna z osób miała córkę piętnastoletnią. Wracam do tego tematu, bo pisałam już coś o tym wcześniej… Pamiętam siebie w tym wieku. I chciałabym wrócić do tamtego czasu, podjęłabym lepsze decyzje, byłabym bardziej zdeterminowana. Ale… Kto by nie chciał?

Chciałabym na powrót mieć te młode lata, bo miałabym więcej możliwości WYBORU. Dlaczego wraz z upływającym wiekiem te możliwości tak się kurczą?!

Z drugiej strony piekła ogólniaka nie chciałabym na powrót przeżywać. Uważam, że mnie nie przejrzeli. Matematyczka, stara panna, tępiła mnie, wyżywała się na mnie, codziennie pytała. Chodziłam na korki od trzeciej klasy (trzeba było się ratować), nie wagarowałam, a w tej trzeciej klasie na pierwsze półrocze byłam zagrożona. Winę ponosi także głupi galimatias systemowy. Nasz rocznik ‘83, w pierwszej klasie usłyszał, że każdy będzie musiał zdawać  nową maturę z matematyki, więc ona powiedziała: każdy musi ją umieć. Przez cztery lata to trwało, dla belfrówy była to woda na młyn; pisaliśmy próbną nową maturę. Uwaga, zdałam matematykę  bez problemu na poziomie podstawowym, uważam, że zadania były łatwe, właściwie na logikę. Po czym, po próbnej nowej usłyszeliśmy, że piszemy starą maturę, która napisałam z historii. To było chore.

Ale te kartkówki, pytania, czułam, że mnie personalnie nie lubi. Myślałam  o samobójstwie. Nigdy, jak wtedy. Nawet wybrałam miejsce. Na teczce A4 na matematyce napisałam: samobójstwo to jest wyjście. Dlatego nigdy nie przyjadę na zjazd absolwentów.

 Dlaczego wtedy się nie przeniosłam lub nie rzuciłam szkoły? Byłam zbyt osaczona, prawdopodobnie w depresji.

Polonistka też mnie nie doceniła. ”Laura przeczytaj, Laura opowiedz” – byłam klasowym lektorem. Uwielbiałam polski, historie; geografię i biologię też lubiłam. Z tego pierwszego nie zostałam doceniona na koniec, ani na maturze. Tylko jedna nauczycielka z podstawówki – wiedziała jaki pisarski potencjał we mnie drzemie. Pamiętam jak dostałam piątkę z plusem za opowiadanie: Moje z spotkanie z Kochanowskim w Czarnolesie. (Szóstek nie uznawała).

Wiem, brzmię jak się mnie czyta na głos, jak rozgoryczony, zgorzkniały frustrat. Stąd utwierdzam się w przekonaniu, że mój tytuł tego pamiętnika jest słuszny.

Gdyby tamten czas się wrócił, zdawałabym na mój wymarzony kierunek studiów. Stchórzyłam, i będę tego żałować do końca życia.

Śp. Bartoszewski powiedział, że: jak się dobrze przeżyje młodość, to potem można z niej czerpać całe życie. No właśnie. Dlatego młodość, jest taka ważna, a my młodzi wtenczas tak mało wiemy, tak bardzo jesteśmy poranieni szkołą, kompleksami, brakiem  zdecydowania i pewności siebie.

30.04.2015

Jeszcze dużo śniega musisz pojscać – mówi mój tata w stanie wstawiennictwa najwyższego.  Mówi jeszcze: Jak ja bym napisał książkę, historię rodziny, to by dopiero była książka. Może na mnie to pisarstwo przeszło.

Ten zwrot przypomina mi  strofę Francois Villona  Ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi !–  z jego poematu tęsknoty za  dawnym życiem: Ballada o Paniach Minionego Czasu, spisanym, gdy siedział w celi.

Pilch wielokrotnie pisał o swojej babce Czyżowej, która była świetną opowiadaczką, potrafiła ciągnąć kilka wątków ze szczegółami jednocześnie, mając niespotykany dar i podzielność uwagi. Moja babcia Stasia ze strony ojca, też taka była, przy tym w tych opowieściach miała wiele poczucia humoru. Może nawet przebijała babkę Pilcha, babcia potrafiła słuchać i rozmawiać z kilkoma osobami na raz. Będąc przy stole, była w temacie i do tego prawiła swoje. Koniugacje, pokolenia, kto od kogo się wywodził – wiedziała wszystko.

Niestety babcia ponoć źle mi życzyła, czy nie lubiła. Powiedział mi to wróż Marcin, który była na targach medycyny naturalnej w Krakowie, rzut beretem od mojej uczelni. Aby się od tego uwolnić kazał mi nasze wspólne zdjęcie przeciąć na pół i część z babcią spalić nad świeczką. Nie zrobiłam tego, bo wydawało mi się to groźne i wredne; do tego wróża poszłam właściwie  przypadkowo.  Jednakże po tym czasie, za niedługo babcia zmarła, no a niespełna kilka miesięcy potem zaczęło mi się naprawdę układać w życiu- ot, paradoks (bo wcześniej tak nie było). Zaledwie cztery miesiące po jej śmierci poznałam mojego męża, no i patrząc na wszystkie okoliczności, jak do tego doszło, było to bardzo nieprawdopodobne, nie wdając się w szczegóły. Naprawdę to było przeznaczenie. Ktoś powie, że to był zbieg okoliczności? Być może, jednak jak zanalizowałam to później, kiedy to sobie przypomniałam, to coś  jednak w tym było. To jak wiodło mi się przed jej śmiercią i po.

Zachwalany przez ochraniarza rzekomy wróż, powiedział mi jeszcze, że mam pięciu aniołów stróżów. Ale dwoje się na mnie obraziło. Interesujące…, że aniołowie mogą się obrażać? Ciekawa jestem, od czego to zależy, ile się ma tych aniołów wokół siebie. Wcześniej sądziłam, że każdy ma tylko jednego.

Ezoteryka jest ciekawa, jednakże znam się na niej bardzo pobieżnie. Ot, przeczytam horoskop, poczytam o magii liczb… Muszę przyznać, że horoskop chiński z dwa tysiące dziesiątego roku z Twojego Stylu spełnił się mi doskonale. Charakterologicznie jestem typowym Wodnikiem- fantazji ani intuicji mi nie brakuje.

Palec Przeznaczenia wywołał poród mojej mamy dwa miesiące wcześniej, właśnie dlatego, że planety zadecydowały, że oto jest kolejna Wodniczka i musi się urodzić w ostatni dzień stycznia. Miałam się urodzić w Prima Aprilis, a więc byłabym nie całkiem serio. Nie ma we mnie Barana.

……………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………..

Jeśli chcesz mnie docenić, możesz mi postawić wirtualną kawę.

Dziękuję!

Ostatni frustrat Europy- odcinek trzeci- Marzec

Laura Bellini: Ostatni frustrat Europy

Wydanie 1 , 2023

Wszystkie prawa zastrzeżone.

ISBN 978-83-942796-0-8

Marzec

06.03.2015

Jest dwudziesta trzecia pięćdziesiąt pięć. Trzynaście minut temu wysłałam moją bajkę do wydawnictwa. Jednego. Czuję wiele emocji. W końcu to zrobiłam. Pokonałam własny wstyd.

Wysłałam.

Wcale nie nanosiłam wiele poprawek. Nie zauważałam już ich, kiedy po raz któryś czytałam ten sam tekst. Jaki był, poszedł. Ciekawe czy dostanę jakąkolwiek odpowiedź. Daję wydawnictwu czas do końca marca, jeśli nie będzie odzewu, wyślę bajkę do kolejnego wydawnictwa, a może kilku.

Poza tym wiele niedobrego dzieje się z moim zdrowiem. Dzwoniłam po lekarzach. Ale o tym napiszę może jutro, bo wiele frustracji jest we mnie po tych telefonach.

10.03.2015

Nie czekam do końca marca, wysłałam bajkę w sumie do dziesięciu wydawnictw. W każdym dają trzy miesiące na odpowiedź.

Ostatni frustrat Europy- odcinek drugi- Luty

Laura Bellini: Ostatni frustrat Europy

Wydanie 1 , 2023

Wszystkie prawa zastrzeżone.

ISBN 978-83-942796-0-8

LUTY

02.02.1015

Piękna zima. Trzeźwy błękit. Ośnieżone drzewa. Śnieg  skrzy się w słońcu.

07.02.2015

Dzidziolkowi przebił się przez dziąsełka pierwszy ząbek.

Napisałam  w sumie dziesięć rozdziałów bajki. Teraz myślę nad jej zakończeniem.

12.02.2015

Zakończenia jeszcze nie wymyśliłam. Jestem rozbita, nie potrafię się skupić. Brakuje mi muzyki i tańca. Ostatnie dni minęły pod znakiem odprawiania zbiorowych urodzin, bo troje z nas jest spod znaku Wodnika.

Teraz za pół godziny wybije północ, a ja otwarłam ten dziennik. Muszę jeszcze rozwiesić duże pranie na suszarce.

Otworzyłam komputer, ale weszłam na internet i po raz kolejny zmarnowałam czas. A mam go tak mało dla siebie i na pisanie.

Dzisiaj miałam taką refleksję: czy uda mi się jeszcze coś zrobić tylko dla siebie, dla własnego rozwoju, ale nie kosztem dzieci? Nie piszcie w komentarzach, że na emeryturze, proszę…

Myślę o kursie, a właściwie pewnym studium. Ale, po pierwsze brak pieniędzy, po drugie praca, po trzecie dzieci i kto weźmie odpowiedzialność nie tylko za te weekendy pod moją nieobecność, ale również za to, co nie zostanie zrobione przeze mnie przez to?

Życie się zapętla. Człowiek myślał kiedyś, że dorosłość to będzie wolność. Nieprawda, to coraz większe uwikłanie. Cały system. Nie ma od tego ucieczki. Jeśli nie wybierasz samotności, masz mniejsze szanse, że stworzysz temu systemowi opór. To nie znaczy, ze człowiek samotny jest wolny. Nie. Też musi częściowo być w tym systemie, by utrzymać się na powierzchni wody.

Stale w życiu waży się: coś za coś.

13.02.1015

Zawsze zauważam tę datę, kiedy jest trzynastego. Nie jestem jakoś szczególnie przesądna, ale jednak w myślach odnotowuję: znów mamy trzynastego! A ten ostatni trzynasty, był dopiero co. Boleśnie odczuwam, że minął miesiąc, trzydzieści dni, a pamiętam moją ostatnią refleksję, czyli sprzed miesiąca, właśnie na ten sam temat, jakby to było wczoraj.

Dlaczego ten czas tak pędzi? A jego percepcja z wiekiem zmienia się na naszą niekorzyść? Wszystko mija szybciej, traci intensywność, hurtem przelatują dni posortowane w tygodnie, a potem miesiące i w końcu lata, które lądują skompresowane w pamięci i odczuwam je tak, jakby wydarzyły się wczoraj? Pamiętam przeszłość, a nie nadążam za teraźniejszością, która w postaci katalogów poszczególnych plików znów przechodzi do archiwum.

Widzę uśmiech Maleństwa, a to tak, jakby Starszy śmiał się do mnie w wieku niemowlęctwa. A Starszy skończył  niedawno dziesięć lat. I to jest ta różnica. To nie jest kwestia podobieństwa, analogii sytuacji, a cholernego upływu czasu.

Życie jest zagadką,  momentami zupełnie inaczej je postrzegam niż wcześniej. Z  czasem jest dla mnie jeszcze większą tajemnicą. Z czasem nie jest łatwiejsze. To wiem.

Ssie mnie w żołądku, to chyba z powodu tych egzystencjalnych rozterek, idę zrobić sobie kanapkę z miodem.

Auuł.., zęby reagują na miód, nie wiedzieć czemu. Pewnie dlatego, że jem po nocy.

14.02.2015

Człowiek myśli o sobie, o własnym spełnieniu, a czy nie powinien myśleć i zrobić coś  w sprawie Ukrainy? Zrobić coś na rzecz pokoju na świecie, a nie myśleć o sobie?

Myślę o pisaniu, a tam toczy się wojna, giną ludzie. Wszyscy jesteśmy bierni wobec tego okrucieństwa i żyjemy własnymi sprawami. Znieczulica. Współczujemy, a tak naprawdę cieszymy się, że to nie u nas.

Dobrze. Przestaję. To nie ma być TVP Info, a ,Dziennik frustrata’.

15.02.2015

Słońce jest coraz wyżej, wczoraj temperatura w  samochodzie pokazywała siedem stopni w południe. Piękna pogoda. Zaczyna się.  Znów zaczyna się pora, kiedy trudno jest usiedzieć w domu. Ostatnie chwile zimy muszę wykorzystać na pisanie. Łatwiej się wtedy koncentrować, bo pogoda tak nie rozprasza. Poza tym, są mniejsze wyrzuty sumienia, że siedzę w domu i piszę, a nie przebywam z dziećmi na dworze do wieczora. Dni będą dłuższe, więc dzieci będą później chodzić spać. Z pisaniem wieczorem będą trudności. Z kolei zimą wieczory dłuższe, dzieci wcześniej zasypiają, ale samemu też się szybciej oczy kleją.

Jednak w czasie chłodu lepiej się myśli i jest większy spokój dookoła. To sprzyja długim namysłom. I klarownym planom.

16.02.2015

Jak jest różnica między autorką a pisarką?

W którym momencie zaciera się ta granica?

Czy pięć książek wystarczy? A może jedna?

A może chodzi tu tylko o status. Jeśli ŻYJE SIĘ z pisania, to jest się pisarką, a jeśli nie, to autorem tekstów?

A może nie chodzi o zarabianie na pisaniu, a o sam fakt pisania i trwania w tym, pomimo nie wydawania? Jak  ja. Ciągle coś mam na warsztacie, czy jestem już pisarką? Czy tylko autorką z predyspozycjami?

Może kadzę sobie.

Tak mnie to zastanawia, a Was nie?

17.02.2015

Pierwsza zupka Maleństwa, a właściwie wywar z warzyw. Kręciliśmy filmik, by ująć tę niepowtarzalną reakcję. Większa część pociekła mu po brodzie, ale troszkę połknął. Był zainteresowany samą czynnością. Łapał łyżkę i talerz, i patrzył na nas ze zdziwieniem. Słodziutki. Dzisiaj ważna dla nas data. Mała rocznica.

Pisanie mi nie idzie, rozkojarzona jestem. Raptem jeden rozdział napisałam. Mam nadzieję, że do końca lutego skończę bajkę.

Mama przywiozła ciasto drożdżowe z jabłkową marmoladą i posypką. Oczywiście wszystko jej roboty. Dzisiaj jest śledzik, więc był, ale drożdżowy.

18.02.2015

Jakie to piękne: pisanie. Wyobrażasz coś sobie, zapisujesz. Kreujesz, rozwijasz, spisujesz myśli, a potem powstaje całość: tekst, wiersz, opowiadanie, powieść, esej.

Zapisane nie ginie. Pisząc, stwarzasz niematerialny świat. Powstaje coś z niczego. Tylko siła naszych myśli i woli, by to zapisać.

Pisanie jest piękne. I nasz język polski również.

19.02.2015

Dzisiaj byliśmy złożyć wniosek o paszport dla Maleństwa. Trzeba być przygotowanym do ucieczki. Na wypadek wojny w Polsce.

Wojna już jest w Ukrainie, ale jeśli nas dotknie, nie chcę, byśmy musieli ten horror przeżywać, nie chcę by dzieci nie miały dzieciństwa, a nabytą nerwicę. Pragnę pokoju. Normalnego życia dla nich, o ile to jest możliwe w dzisiejszym świecie, gdzie co chwila wybuchają bomby, nie wiemy gdzie, kiedy i kto dokona ataku terrorystycznego. Nie ma bezpiecznego miejsca. No, ale wojna w wykonaniu Putina, to regularny ostrzał artyleryjski, rakietowy, no i możliwość użycia bomby atomowej. Położenie geopolityczne mamy kiepskie, od wieków dostawaliśmy przez to po dupie, ostatecznie  wychodziliśmy zwycięsko, ale… Nie chcę, by to powtórzyło się po raz kolejny.

Gdzie może być bezpiecznie? Tam gdzie panują trudne warunki do życia i jest to daleko, np. Islandia, Nowa Zelandia,  Australia.

Jeśli przyjdzie wojna, trzeba uciekać. Ratować się. Chyba każdy, kto ma choć odrobinę takich możliwości i samozaparcia, będzie to czynić.

Niby nikt nie mówi oficjalnie o zagrożeniu Polski, ale czyny władz przemawiają o czymś odwrotnym. Wzrost nakładu finansowego na armię, powszechne obwieszczenie o szkoleniu wojskowym dla roczników z lat dziewięćdziesiątych, które ukazało się w każdej gminie. To świadczy o przygotowaniach, mobilizacji na ewentualność wojny. Nie kraczę, że wojna będzie, tylko, co jeśli będzie…?

Oj, źle się dzieje.

Każdy się boi wojny. No, chyba tylko nie preepersi.

20.02.2015

Znacie wiersz Juliana Tuwima pt.: ”Ptak” ?

Jest to wiersz ukazujący się w antologiach wierszy dla dzieci. Przytaczam, dla tych, którzy nie pamiętają:

Julian Tuwim
„Ptak”
Na gałązce usiadł ptak:
Zaszczebiotał, zatrzepotał,
Ostry dziobek w piórka otarł,
Rozkołysał cały krzak.

Potem z świrem frunął w lot!
A gałązka rozhuśtana
Jeszcze drży, uradowana,
Że ją tak rozpląsał trzpiot.

Czy zauważyliście, że ten wiersz dla dzieci jest przepięknym, subtelnym erotykiem?

***

Skończyłam bajkę. Ale bez entuzjazmu. To jest pierwsza wersja. Nie jestem zadowolona z końcówki, bo mam wrażenie, że ucięłam fabułę.

Ale coś zrobiłam. Jakiś mały postęp się dokonał. Albo ja go dokonałam.

Napisałam bajkę.

Skończyłam.

Nie czuję euforii, bo nie jestem pewna zakończenia. Najprawdopodobniej  poprawię ostatni rozdział lub napiszę go na nowo.

Może w weekend poproszę Starszego o przeczytanie i opinię. Ciekawa jestem, czy będzie mu się podobać.

Napisałam bajkę, coś udało mi się ukończyć, stworzyć jakąś całość. Teraz zabiorę się za powieść.

Teraz albo nigdy.

21.02.1015

Znowu to samo. Wewnętrzny przymus, ponaglanie, by pisać. Już niedługo półmetek urlopu macierzyńskiego i czeka mnie powrót do pracy. Nie chcę! Chcę pisać. A moje pisanie przez ten czas miało zmienić tę sytuację. Jakże jestem jeszcze daleko.

Pisanie miało mi otworzyć furtkę do wolności i niezależności. Wolności od pracy na etacie, a niezależności, w sensie statusu, utrzymywania się finansowo na powierzchni wody.

A na razie kicha totalna. Tylko wy o mnie wiecie. Wydanych książek ( a nie, napisanych!) zero na koncie, a wiec powrót do pracy nieuchronny.

Mój plan się nie wiedzie…

Jak tu zostawić takie Maleństwo w domu? I z kim? Nie wyobrażam sobie tego.

24.02.2015

Burza myśli. Wiele rozmyślania o przeszłości, popełnionych błędach i straconych szansach.

Taki dzień mam refleksyjny. Towarzyszy mi poczucie, że do pewnych spraw nie ma już powrotu. Ostateczność.

Jednocześnie przyszły mi do głowy dwa pomysły na opowiadanie.

Pierwsze będzie o facecie, który postanowił w stu procentach  zastosować się do ósmego przykazania  z dekalogu – czyli nie kłamać, a mówić innym to, co myśli, szczerze. Z początku przedstawię go w starej wersji, jak kłamie ‘dla dobra’ ogółu, następnie po zmianie, np. jak mówi szefowi co myśli, u fryzjera, u swojej matki na obiedzie, dziewczynie na temat wyglądu, tego czy mu było dobrze, czy nie; etc. Wszystko zacznie się psuć i poobrażają się na niego. Dziewczyna rzuci.  W pracy będzie najbardziej nielubiany. Wniosek: nie popłaca mówienie prawdy i mówienie innym, co się o nich tak naprawdę myśli. Obnażenie ogólnie przyjętej hipokryzji.

Drugie o kobiecie z nerwicą, którą męczą objawy chorób psychosomatycznych. Jak nawet przełykanie będzie katorgą.

Może będę tworzyć pojedyncze opowiadania, i jak się ich trochę zbierze plus jakieś stare, to spróbuję je opchnąć w jakimś wydawnictwie?

Musze działać, bo tylko pisanie mnie rozwija. Różne formy pisane nawet równocześnie.

25.02.2015

W pisaniu nie jestem w stanie wyjść poza trzy rzeczy: moje doświadczenie; to co widziałam i zaobserwowałam, to co przeczytałam oraz to, co jestem w stanie sobie wyobrazić, wymyśleć. Nic ponad to, nie jestem w stanie stworzyć. Ciekawe, że każdy inny człowiek jest taką niepowtarzalną konstelacją. Każdy z nas byłby innym pisarzem i napisałby o czymś innym lub o tym samym, ale inaczej, z innego punktu widzenia.

„Nic dwa razy się nie zdarza”. To prawda. Nie tak samo. Nigdy.

27.02.2015

Jak miałam piętnaście lat, nawet dwadzieścia – czułam, że świat stoi przede mną otworem. Teraz czuję, że te drzwi są tylko lekko uchylone. Przykre, że tak czuję. A mam zaledwie trzydzieści dwa lata i niecały miesiąc…

28.02.2015.

Nanoszę poprawki, właściwie jest to drobna kosmetyka mojej bajki, bądź jak kto woli- książki dla dzieci.

Właściwie co decyduje o tym, że niektóre książki dla dzieci nazywamy bajkami, a inne książkami?

Czyż kryterium oceny nie stanowią bohaterowie? Jeśli bohaterami są dzieci, to jest to książka, a jeżeli głównymi postaciami są stworki, zwierzątka, nierzeczywiste istoty, to jest to bajka?

A może bajkami są tylko te książki, które zaczynają się od słów: dawno, dawno temu…

Chyba, że grupa wiekowa czytelników o tym decyduje. Jeśli dotyczy to wieku cztery plus, to będzie nosiło nazwę: bajka, a jeśli np. osiem z plusem – książka?

A teraz z innej beczki. Kogo dzisiaj stać na dekadencję? Hulanki, swawole? Kiedy każdy jest zagoniony, pogrążony w kredytach i znerwicowany wiązaniem końca z końcem. Przy obecnym tempie życia, nie można się zatrzymywać. Chyba sto lat temu ludzie mogli bardziej cieszyć się życiem i rozwodzić się nad jego urokami i bolączkami. Teraz wszyscy zapierdalają w jednym kieracie.

Do tego, boli mnie kręgosłup z prawej strony. To od tego karmienia piersią na siedząco i garbienia się oraz siedzenia przed kompem po nocach. Jeden spacer z wózkiem w ciągu dnia to za mało. Brakuje mi tańca. Moje mięśnie są spięte, nie jestem rozciągnięta.

Ho, ho i mamy koniec lutego. Dwa miesiące dwa tysiące piętnastego roku za nami. Znów przeleciało jak jeden dzień.

……………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………..

Jeśli Ci się podobało, możesz mi postawić wirtualną kawę!

Dziękuję.

Ostatni frustrat Europy- odcinek pierwszy- Styczeń

Laura Bellini: Ostatni frustrat Europy

Wydanie 1 , 2023

Wszystkie prawa zastrzeżone.

ISBN 978-83-942796-0-8

STYCZEŃ

03.01.2015

Nigdy z niczym nie mogę zdążyć. Z rozpoczęciem pisania tego dziennika z datą pierwszego stycznia, również.

To takie postanowienie noworoczne, próba zdyscyplinowania siebie do tego, by pisać i rozliczać się z tego pisania. Poza tym zwykły zapis bolączek. Po trosze świadectwo pokolenia. Ja też jestem jego głosem i chcę, aby mnie usłyszano. Takich frustratów zapewne jest więcej.

Ciekawe, czy ktokolwiek będzie czytać mój blog? Z tego co obserwuję, coraz większe rzesze oglądają vlogi. Komu chce się dziś wysilać i czytać?

Łatwiej oglądać i słuchać niż czytać. Co w moim przekonaniu zubaża. To prawda, że przy filmach więcej zmysłów pracuje, ale czytając uruchamiamy głębszy proces myślenia, analizowania, wyobrażania tego, o czym czytamy. Oglądając, atakuje nas wiele bodźców, które nas również rozpraszają. Czytanie, to: skupienie, wyciszenie się, głębokie odczuwanie i przeżywanie fabuły, budowanie analogii.

08.01.2015

Za oknem huraganowe podmuchy, zmrożone krople deszczu, prawie grad uderzają o szyby. Za kwadrans północ.

Google przepasane kirem po wczorajszym zamachu na francuski dziennik satyryczny Charlie Hebdo. Za chwilę codziennie będziemy słyszeć o zamachu, aż znieczulica zapanuje kompletna, do czasu, kiedy nie stanie się to u nas. Nie znamy dnia ani godziny. Truizm? Prawda.

Zaraz upłynie dziesięć dni stycznia, a ja nie napisałam więcej niż strona A4  czcionką nr. 11.

A chciałbym napisać stronę dziennie w mojej sytuacji.

Chcę skończyć rozpoczętą bajkę, którą zaczęłam pisać jeszcze w grudniu- jako przerywnik. Przyszła do mnie w nocy, kiedy nie mogłam zasnąć; fajne pomysły, gotowe dialogi oraz postacie. Muszę ją napisać. A właściwie zapisać… Również dla naszych dzieci. A potem powrócić do mojej powieści, wielkiej powieści osadzonej  na przełomie XVIII i XIX wieku. Mam  ją na warsztacie od kilku lat, w tym z kilkuletnią przerwą niepisania wcale, ale za to czytając książki historyczne.

09.01.2015

Mamy dwa tysiące piętnasty rok. Piętnasty… Ta data nasunęła mi to, jak ja się czułam, kiedy miałam piętnaście lat. Pamiętam siebie  w czerwonej sukience, latem, jak szłam miedzą w stronę kolei, pełna nadziei. Właśnie skończyłam podstawówkę. Wspaniałą podstawówkę, z której mam najlepsze wspomnienia edukacyjne w życiu i która mnie najbardziej rozwinęła. Szkoła średnia, studia, nigdy już to się nie powtórzyło – ta siła rażenia oraz rzetelność, zdobywanie prawdziwej wiedzy, ale i empatia, patrzenie na potencjał jednostki. Traktowanie podmiotowe. A wtedy myślałam, że to dopiero początek. Myślałam, że kiedy  wypłynę na szerokie wody, to dopiero pożegluję z własnym rozwojem i spotkam wspaniałych ludzi. Nie prawda.

Piętnastolatka, pisząca wtenczas wiersze, co dla mnie samej było zaskoczeniem, bo przecież wcześniej była tylko proza. Miałam w sobie marzenia i wiele wiary, nawet przekonanie, że będę pisać, utrzymywać się z tego i zaistnieję w światku skrybów. Czułam, że życie do mnie należy, że przed sobą mam wspaniałą przyszłość, nie świetlaną i łatwą, ale te siedemnaście lat temu, myślałam, że w obecnym wieku będę już uznaną i zadowolona z siebie pisarką.

Realizuję się jako matka, jest to ważna, ale jednak jedna ze sfer życia, gdzieś tam głęboko, każdy ma w sobie jakieś powołanie i wewnętrzny nakaz, by robić to, co do niego należy. Pomimo udanego życia rodzinnego bądź nie, kłopotów finansowych, zdrowotnych nawet, ten przymus realizowania się jest niezniszczalny, pierwotny nawet. Jest jak popęd.

Pisanie, myślenie o pisaniu mnie uszczęśliwia. Kiedy to robię, jestem zadowolona z siebie, czuję się lepiej- mam niższe ciśnienie krwi. Jestem spokojniejsza, nie czuję objawów stanów lękowych i nerwicy. Nie piszę dla terapii. Mam nerwicę przez to m.in., że nie piszę, nie ukończyłam swojej powieści.

10.01.2015

Dwa dni temu w wieku osiemdziesięciu ośmiu lat zmarł Tadeusz Konwicki. Na TVP Kultura wieczorem emitowali program dokumentalny o nim. Nie oglądałam w całości, bo nie widziałam początku, ale był to obszerny dokument: posklejane wywiady plus spotkania autorskie oraz wypowiedzi córek. Pierwsza córka, bardzo podobna fizycznie do ojca, mówiła o więzi telepatycznej ich łączącej, ponoć nie musieli rozmawiać, by jedno wiedziało co drugie myśli; natomiast druga córka – niepodobna fizycznie – wspominała dzieciństwo. Powiedziała coś, co bardzo mi utkwiło w głowie, mianowicie  że widziała ojca za szybą jak pisał i nie wolno było mu przeszkadzać. Tak, widziała go za szybą. Taki żal było słychać w jej głosie o dystans i niedostępność ojca, o to , że nie poświęcił im – córkom- wystarczającej ilości czasu.

A moja refleksja jest zgoła inna. Nie pierwszy to mężczyzna, który może pisać i mieć w nosie wszystko. Może pisać i nie musieć się przejmować  tym, co w tym czasie dzieje się z (również jego) dziećmi. Już  żona się miała nimi zająć i ewentualnie odciągnąć od tych drzwi z szybą, żeby mu nie przeszkadzały, w końcu pracował. Na przykład Thomass Mann i jego żona Katia. Ona też o wszystko dbała.

Porównuję siebie – nikt mojego pisania nie traktuje poważnie, jak pracy.(Może dlatego, że niczego jeszcze nie wydałam).  Fakt – niczego prócz własnej satysfakcji i spokoju ducha z tego nie mam (wciąż), ale to ja muszę sobie wygospodarować czas na pisanie: nocą, nad ranem, w czasie drzemki Maleństwa. Przy ostatnim, nie zawsze możliwe, bo jak muszę ugotować, wyprać – to robię to w tym czasie. Muszę się wyrobić (zdążyć) z obowiązkami domowymi, bo nikt tego za mnie nie zrobi.

Który facet to zrozumie? Poczuje?

Wielokrotnie miałam fajne pomysły i pociąg do pisania, kiedy nie mogłam pomarzyć nawet, bym mogła to zapisać. Czasem na papierze skrobnę pojedyncze pomysły. Nieraz odwrotnie, pisałam i miałam tak zwaną wenę, a tu np. Malutki się obudził, jest głodny; Starszy podobnie – przerywam bez  żalu ze względu na dzieci, z drugiej strony wiem, że fajnie mi się myśli układały i mogłabym zapisać parę stron i że tego nie zrobię. Przepadło. Nigdy w takiej samej formie już nie odtworzę tego, co chciałam zapisać.

Jest to naturalne, że przerywam. Nawet nie próbuję się użalać. Bardziej chcę tutaj ludzi, czyli WAS uświadomić.

Z drugiej strony warto doceniać. Doceniać pisarki (posiadające dzieci). Doceniać żony pisarzy, żony artystów w ogóle.

Buńczuczne feministki pewnie chórem się odezwą: to po co masz dzieci, skoro chciałaś pisać?

Moja odpowiedź zabrzmi: chcę mieć rodzinę i chcę pisać. Chyba to nie grzech?

Ubolewam nad moją relatywnie słabą wytrzymałością fizyczną. Żałuję, że nie wystarczają mi trzy godziny snu na dobę.

A teraz możecie mnie hejtować.

13.01.2015.

Jest  czterdzieści minut po północy, a ja odpaliłam komputer. Rodzina już śpi. Jestem zmęczona i też chętnie bym się położyła do łóżka, jednak tego nie robię. Gna mnie myśl do komputera, że muszę pisać. Bo dzisiaj nic nie udało mi się jeszcze zapisać, a to niedobrze jest. Tak właśnie mija dzień za dniem,  tak naprawdę upływa życie. Upływa, czyli go ubywa. Nie będę wieczna ja ani pozostali. Chcę coś zrobić, coś napisać i po sobie pozostawić . A najważniejsze, póki żyję robić to, co sprawia mi przyjemność. To jest chyba najważniejsze. Podwójna radość  z istnienia, kiedy robi się to, co lubi.

Do komputera gna mnie jeszcze świadomość, że  mój urlop macierzyński nie będzie wiecznie trwać. Zarywanie nocy nie jest mi obce, bo pracowałam zmianowo. Aby to zmienić, pozostaje mi na macierzyńskim zarywanie nocy, by pisać. I jest to o wiele łatwiejsze, gdyż piszę, bo lubię. Żeby tylko były tego wymierne efekty, w postaci ukończenia i wydania książki. Pisarze, ci dobrzy, popularni mniej lub bardziej, utrzymują się nie tylko z prowizji od sprzedanej ilości książek. Zarabiają na spotkaniach autorskich, powstaje coraz więcej nagród literackich, coraz częściej miasta przyznają nagrody. Mamy  Literacki Sopot,  szczecińską Gryfie, śląski Wawrzyn Literacki, nie mówiąc o Nike czy Angelusie, nagrodach za kryminał czy reportaż, książki historyczne, poezje… Wiele konkursów. Tylko trzeba być zwierzęciem konkursowym oraz być nominowanym. Nie wiem, czy jestem. Na razie jestem w sieci i wy mnie czytacie, poznajecie. Widzę po statystykach, że jesteście, natomiast komentarzy z waszej strony brak.

Piszę w nocy, bo w dzień będę się zajmować Maleństwem. To nie jest tak, że dziecko mi przeszkadza w pisaniu. Nie. Gdyby nie macierzyński, zamiast zajmowania się dzieckiem, byłabym w pracy, czyli też nie pisałabym. Doceniam możliwość bycia przy dziecku, zwłaszcza kiedy widzę, jak ono tego potrzebuje. Mama w tym wieku jest dla niego wszystkim, zwłaszcza, gdy karmi się piersią.

Znam piekło nocek, pracy po dwanaście godzin, zmianowej. Pracy we wszystkie święta czy weekendy, jak wypadnie. Nie ma świętości.

Zamiast tej pracy, mogłabym pisać dwanaście godzin. Nawet w święta.

14.01.2015

Wiecie co mnie wkurza? Tendencyjność  Europy. I świata. Już siedem dni mięło od zamachu we Francji na satyryczny dziennik Charlie Hebdo. Stała się straszna tragedia i zakusy dżihadystów są zatrważające.

Dzisiaj rzecz o mediach. Po zamachu wszystkie  programy informacyjne, debaty, były na ten temat, gazety solidarnie o nich pisały. Dzień po zamachu, kiedy była obława na braci terrorystów, kanał informacyjny na żywo to transmitował. Na wczorajszej gali Grammy w Los Angeles gwiazdy nosiły plakietki : jestem z Hebdo.  Zostało to tak nagłośnione, bo stało się w Europie, w bogatym państwie i może to zagrozić zachodniemu stylowi życia, dobrobytowi.

W dzisiejszych wiadomościach dopiero po dziesięciu minutach powiedzieli o zamachu terrorystycznym w Nigerii, w którym na targu dwie dziewczynki zdetonowały bomby, które prócz nich zabiły około dwustu osób. Zaledwie kilka dni, dwa zamachy. Ale jaka różnica w potraktowaniu tych informacji! O zamachu na bogatych, wykształconych dziennikarzy – skutkach i przyszłości -debata ogólnonarodowa. A o Afryce? Właściwie w kontekście  zamachów  terrorystycznych i dżihadystach o tym wspomniano.

Nie przeszkadza wam ten oportunizm ? Jasne, kogo obchodzi Afryka?

Who cares about Africa?

15.01.2015

Uśmiech dziecka to najpiękniejsza rzecz na świecie. To nie jest banał. To jest prawda.

Kiedy nachylam się nad łóżeczkiem po przebudzeniu Maleństwa, on uśmiecha się do mnie na szerokość całej swej buzi, obnażając bezzębne dziąsełka. Jego oczka też się uśmiechają, a nieraz nawet wzdycha z radości, gdy mnie widzi. Młóci rękami i nogami pod kołderką. Całym sobą wyraża radość. Czuję wtedy falę ogromnego szczęścia, absolutnego. Wtedy nic nie jest ważne, nic się nie liczy. W takich momentach, chcę tylko aby dzieci były zawsze zdrowe i aby miały w swoim życiu jak najwięcej powodów właśnie do tak szczerych uśmiechów. Doceniam każdą chwilę z dziećmi. Naprawdę. Czasem nie chcę by rosły, bo żal mi każdego przemijającego etapu, wiem, że już nie wróci. Oczywiście cieszę się z nowych umiejętności, postępów, zdaję sobie sprawę, że to nieuniknione. Jednakże dzieci rosną, są coraz starsze, dorosłe, przyjdzie moment, że wyfruną z gniazda. Takim już jestem typem, że moja radość jest podszyta nostalgią. Widzę lustro- lśniącą płaszczyznę i jego ciemną stronę.

Też tak macie?

21.01.2015

Mało pisania! Mało, mało…

22.01.2015

Dostaję pytania skąd mój pomysł na ten świetny tytuł?

W pierwszej klasie ogólniaka, tylko przez rok mieliśmy muzykę. Prowadziła ją fajna, młoda nauczycielka, która była świeżo po ślubie, wkrótce zaszła w ciążę i nie spotkaliśmy się z nią więcej. Nie tylko z nią, ale i muzyką jako przedmiotem. Lekcje nie były sztampowe, oglądaliśmy z nią np. film: Amadeusz; uczyła nas tańców ludowych. Pewnego razu zaprezentowała również nagranie dźwiękowe, bardzo stare i okropnej jakości: Ostatni kastrat  – i dopowiedziała: Europy. Kiedyś mężczyzn przeznaczonych do pracy w chórze, a właściwie chłopców kastrowano, po to by ich głosy były wysokie, kobiece, wyjątkowe. Ostatni z tak potraktowanych został nagrany. Pamiętam, wywarło to na mnie duże wrażenie. Od tamtej pory ten tytuł kołacze mi się po głowie. Stąd moje zapożyczenie i wymiana jednego słowa, a jaki jest wspaniały efekt: Ostatni frustrat Europy. Ile pytań się rodzi? Dlaczego frustrat, dlaczego ostatni, dlaczego Europy? – wymienić choćby trzy najprostsze. Jak wiele znaczeń, niuansów  zdoła się ukryć pod tym tytułem?

Frustrat?

Dlaczego ostatni frustrat  a nie frustratka? Pozwólcie, że wyjaśnię w dwóch punktach.

  1. Gdyby była frustratką – zastanawiając się nad kupnem książki tylko ze względu na tytuł – pewnie z góry wzięlibyście mnie za niewyżytą seksualnie babę, opisującą swe wynaturzenia.
  2. Frustrat – brzmi interesująco – a jego dywagacje na różne tematy na tle europejskim będą prawdziwe, ciekawe, poważne, bo wszak jest mężczyzną. Najlepiej  w przedziale wiekowym 35-45 lat. Nie młody szczaw, a już wykształcony, z doświadczeniem zawodowym i okrzepłą męskością, która tak pociąga kobiety.

Męska końcówka jest moim chwytem marketingowym. Ale się nabraliście, co?

23.01.2015

Jest wpół do pierwszej w nocy i dopiero zasiadam do pisania. Przed chwilą skonsumowałam bułkę maczaną w swojskiej oliwie z oliwek od szwagra z Włoch. Jak pisać, to trzeba się posilić.

Boli mnie kręgosłup, a to głównie dlatego, że miałam pracowity dzień. Winę za moje zmęczenie ponosi fakt, ze wczoraj o pierwszej trzydzieści poszłam do łóżka, a wstałam już cztery godziny później, o szóstej trzydzieści. Upiekłam sernik kłamczuchy i ugotowałam zupę dyniową.  Trochę posprzątałam. Miałam gościa, przyjaciółkę, z którą nie widziałam się pięć miesięcy i która widziała Najmłodszego po raz pierwszy. Do tego dziecko miało atak płaczu z powodu ząbkowania. Jestem zmęczona, ale nie mogę odpuścić. Teraz jest mi trudno walczyć z sennością, by pisać, a przecież jeśli tego nie pokonam, będę musiała walczyć z sennością z innych, dużo mniej przyjemnych powodów. Jeśli teraz nie zacznę spełniać swoich snów, to kiedy? Na emeryturze? Nie wiadomo, czy dożyję przy tym żniwie nowotworów. Nie wiadomo, czy jeszcze będzie mi się chciało. Ostatni gwizdek. Za tydzień trzydzieste drugie urodziny.

Zasypiam na siedząco.

***

Godz.23.22.

Maleństwo nie śpi, bawi się z tatą. Siadam do komputera i powinnam pisać. Jednakże sprawdzam skrzynki pocztowe i kilka blogów. Internet  ze wszystkimi  dobrodziejstwami i przekleństwami to jednak złodziej czasu, rozpraszacz. Wchodzisz na internet niby na minutkę, a zostajesz godzinę. Dlatego lepiej nie wchodzić wcale, gdy ma się zamiar pisać, a zwłaszcza napisać książkę.

Internet  to ogólnie bardzo ciekawy twór – a emocje jakie wywołuje i konsekwencje, których on nie ponosi, są olbrzymie. Coraz częściej spotykam się z traktowaniem internetu jako wyroczni. Hasło: ‘W internecie tak było napisane’ – słyszę nagminnie. Przekonanie i ton głosu sugerują stosunek nabożny do tego co tam jest napisane. Jest to bezwarunkowo przyjmowane jako prawda. Dr. Google to najlepszy lekarz i farmaceuta. Można przeczytać o wszystkich chorobach i ich symptomach, a później spróbować wystawić sobie samemu diagnozę. W następnej części można  również wyszukać panaceum na te dolegliwości i rozpocząć samodzielne leczenie. Bez wychodzenia z domu. Tanio i niebezpiecznie. (Czasem drogo – pełno jest naciągaczy np. na cudownie odchudzające tabletki). Jest to w pewnym stopniu pouczające, ale w głównej mierze – zatrważające.

Internet – słowo wytrych i słowo – zasłona. Jakże często ludzie w dyskusji bronią swoich argumentów stwierdzeniem, że ‘internet tak mówi’, na poziomie zupełnie ogólnym. Nie dopowiadają kto, gdzie, na jakim portalu, gazecie, platformie, forum. Przekręcają, dopowiadają, lepią jak plastelinę wszelkie informacje z internetu , byleby stworzyć wiarygodnego, oczytanego, mądrego, bynajmniej nie zacofanego siebie, (człowieka postępu).

Gorszy mnie natomiast ignorancja ludzi wyżej postawianych, np. lekarzy, którym nie chce się już tłumaczyć schorzenia, tylko potrafią bezczelnie powiedzieć: pani poczyta sobie w internecie. W domyśle (masz  babo receptę, to już wychodź, bo następny, a może prywatnie pacjent czeka).

Podobnie panie z rejestracji przy pytaniu o szpital bądź przychodnię, w której można zrobić badania, odpowiadają, że można poszukać sobie w internecie, chociaż to ich działka i powinny udzielić informacji. Zwłaszcza wymaga się tego od ludzi młodych. A jakby tak stanąć okoniem dla tego masowego zjawiska? Da się jeszcze być tak ‘niedzisiejszym’? Stać nas na to?

Dobrze, rozpisałam się, a tu powinnam pisać powieść. Już wychodzę stąd i idę pisać.

24.01.2015

Młodzi gniewni: internauci, youtuberzy odnoszą sukcesy, zbijają fortuny.

A człowiek ambitny, krytyczny wobec siebie stale ma jakieś wahania, rozterki. Chce udoskonalać, martwi się, że to co robi nie jest dość dobre, by to pokazać. A rządni sukcesu, bez skrupułów produkują co im ślina na język przyniesie, są aktualni, bo mnożą wpis za wpisem. Nie martwią się zbytnio o stronę merytoryczną, której nawet często nie ma. Wpis jest o kotlecie zjedzonym na obiad i maści cynkowej na pryszcze. Wklejają fotki, zakładają sami sobie fankluby, zrzeszają facebookowiczów i zbierają kciuki w górę. Są znani z tego, że są znani, czyli epatują własnym ekshibicjonizmem. Dzisiaj, jak nigdy dotąd jest on w cenie. Ciekawe do kiedy?

Młode osoby, bez większego wysiłku odnoszą stosunkowo małym nakładem sił spektakularne sukcesy w wymiarze finansowym. Boli to pozostałych, którzy się uczyli, pracują ciężko i ledwo wiążą koniec z końcem.

Nie chcę się zaliczać do grona tych ostatnich, ale tak trochę jest na razie i nie chcę by tak pozostało. Chcę to zmienić. Zmiana ma nastąpić poprzez pisanie. Powinno być ono docenione, zauważone. Chcę się realizować w tym, do czego czuję powołanie. Chcę się rozwijać w pisaniu.

Pragnę, aby mnie czytano, prócz radości pozwoliłoby mi to na niezależność. Słowem: byłabym wolnym człowiekiem.

W podobnym tonie i o rozczarowaniu niespełnionych karier w Dzisiejszej Wyborczej jest dobry tekst Dobravki Ugresic. Zgadzam się z nią. I czuję tak samo.

Świat staje na głowie. Młode pokolenia są inne. Nie doceniają wiedzy, pracy, doświadczenia starszych. Nie rozumieją żalu, które one czują. Media społecznościowe, tantiemy z reklam – to wszystko nabija portfele młodych, którzy zbyt szybko są ‘dorobieni’ i z siebie zadowoleni. Nie mają kompleksów, że czegoś nie przeczytali, nie umieją. Ich poczucie własnej wartości buduje się i mierzy grubością portfela. Często są opryskliwi, chamscy. Myśla, że są dobrzy, bo  mają kilka tysięcy fanów. I że to wystarczy na całe życie.

Brakuje refleksji, pokory.

30.01.2015

Jutro są  moje urodziny. Trzydzieste drugie. Za rok trzydzieste trzecie. W wieku trzydziestu dwóch lat J.K. Rowling  napisała pierwszą część ‘Harrego Pottera’. W wieku lat trzydziestu trzech Jack London napisał ‘Martina Edena’, swe życiowe dzieło. Jezus Chrystus w tym wieku umarł, zostawiając po sobie bogate i wielowątkowe dziedzictwo Nowego Testamentu.

A ja? Zadebiutuję?

……………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………..

Jeśli przeczytaliście pierwszą część 'Ostatniego frustrata Europy' i Wam się spodobał, zapraszam już za tydzień, na kolejny smakowity odcinek: LUTY.

Pamiętaj, możesz wesprzeć moją pisaninę i postawić mi wirtualną kawę. Link znajduje się powyżej w filiżance.
Dziękuję.

Jutro premiera!

Tak, to już jutro- 11.01.2023 roku- będzie miała miejsce premiera mojej szumnie i długo zapowiadanej książki: “Ostatni frustrat Europy”. Powieści autobiograficznej.

Nie tylko Sienkiewicz i Prus wydawali książki w odcinkach. Byli liczni epigoni.

Oto i Bellini, postanowiła dzielić  się 'Frustratem...' przez dwanaście kolejnych tygodni. 

Powieść - dziennik, jest zapisem dwunastu miesięcy 2015 roku. Każdej środy opublikuję kolejny miesiąc.

Dziennik szczery do bólu, prawdziwy, o pisaniu i niepisaniu, życiu.

Książka będzie dostępna za darmo.
Jeśli chcesz mnie docenić i wesprzeć, możesz mi postawić kawę. Link po prawej.

Do kolejnego przeczytania!

List w butelce

Książka przygodowa, z wartką akcją. Głowni bohaterowie to Maciek i jego kot  Mruczek.

Do brzegu rzeki nieopodal domu Maćka, dobija butelka z listem. Okazuje się, że to list właśnie do niego. Ktoś go wzywa.

Lektura Listu w butelce rozwikła tę zagadkę.

List w butelce to piracka opowieść.

Dla wszystkich dzieci od 5 lat w górę!

 

Wydawnictwo: laurabellini.pl

ISBN: 978-83-942796-1-5

Wydanie 1

2016

 

Esencja życia.

Laura Bellini: Esencja życia.

Zbiór czternastu opowiadań dla dorosłych.

Premiera: 8 luty 2016.

Wydanie 1

E-book: plik pdf.

ISBN: 978-83-942796-3-9

 

 

,,Myszka Podróżniczka''.

Myszka Podróżniczka wyrusza w daleką podróż. Co ją do tego skłoniło?Jakie czyni przygotowania?

Jak wygląda jej wędrówka? Kogo spotka na swej drodze?

Niewątpliwie Myszka przeżyje niezwykłe przygody, zawrze ciekawe przyjaźnie, a jednocześnie dojdzie do ciekawych wniosków.

 

Książka ma swoje drugie dno – zawiera sporo refleksji na tematy ogólnoludzkie, porusza tematy samotności i przyjaźni, odwagi i żałoby, ciekawości świata i poszukiwań tego, co w życiu najważniejsze. Co ważne, wiele mówi o stosunku do małych ojczyzn – własnych domów.

Wydawnictwo: Rozpisani.pl

Numer ISBN: 978-83-942796-4-6

E-book numer ISBN: 978-83-942796-7-7

Ilość stron: 43

Dla dzieci do lat 8.

Na świecie

Laura Bellini

Na świecie

Każdego dnia
ubywa mnie

Języczek u wagi

Laura Bellini


Języczek u wagi

spokój
święty i wewnętrzny

Krwawe księżyce

Laura Bellini

Krwawe księżyce

Może pisałam pamiętnik
cieszyłam się latem
jesienią dojrzewałam
świeża krew
dużo krwi
skrzepy
1994 rok
miałam jedenaście lat
1994
rzeka rzezi
krwi
skrzepów
ociekających maczet
i nic o tym nie 
wiedziałam
podkładałam watę
przykładałam papier
zakłopotana byłam
a nic nie wiedziałam
o Rwandzie
1995
już po piątej klasie
z kilkumiesięcznym
doświadczeniem niecyklicznych
krwawień
latem
zmęczona procesem
stawania się kobietą
wstydem kupowania podpasek
anemią
nic nie wiedziałam 
o Srebrenicy
może byłam nad wodą
opalałam się
czytałam instrukcję
zakładania tamponów
i nic nie wiedziałam o
dziejącym się ludobójstwie
dojrzewałam wciąż
wyrastałam z dzieciństwa
a mężczyźni i chłopcy
padali jak muchy
nie z letniego ukropu
a od kul
1995 rok
żyłam wtedy
nieuświadomiony świadek
tamtych czasów
i nic nie mogłam zrobić
i nikt nic nie zrobił

Skóra

Laura Bellini

Skóra

Dwadzieścia lat i pierwsza
skóra
brązowa dwurzędowa
z klapami
powiedziałam
do końca życia
nosić będę
( bo to skóra
nie do zdarcia)
Usłyszałam
- a jak przytyjesz?
wtedy rozśmieszyło
mnie to
( nigdy nie przytyję
tak by nie zapiąć
się w kurtce,
najwyżej zrzucę)
osiemnaście lat później
skóra wisi w szafie
a ja się dziwię 
że niemożliwe wtedy
dziś jest inne
właśnie takie
jak usłyszałam

Zgłoszenie

Laura Bellini

Zgłoszenie

W nocy
uciekł mi
wiersz
rysopis nie 
rozpoznany

FAUX PAS

Laura Bellini

FAUX PAS

Tyle kutasów brała w usta
a potem dziecko całuje w usta

Blondynka

Laura Bellini

Blondynka

W Polsce
(statystycznie)
kobieta
po wyjściu
od fryzjera

Serce

Laura Bellini

Serce

Tylko serce
nie gubi warstw
nie ma właściwości
ochronnych naskórka
nie tworzy się strup zmartwień
utraconych miłości
(nic nie odpada)
to wszystko zalega
w komorach
przedsionkach
co dzień zalewane
świeżą krwią
Serce nie poddaje
się nigdy
nawet nieszczęśliwe
pracuje z żywą raną...
Może to praca je ratuje?
Praca- Lekarstwo.

Wpadka

Laura Bellini

Wpadka

Niebezpiecznie
jest pisać
Dziś wypadł mi
wiersz
pachnący drukarską
farbą jeszcze
z tych co strzelają
w kolano
Niezapisany
bezpiecznie bytował
w mojej głowie
teraz jako zarzut
odbija się w oczach
czytelnika

Zong

Laura Bellini

Zong

Jak mogła uważać
się za pisarkę
mając
wciąż te same
wątpliwości
czy na pewno
to " na pewno" osobno
a naprawdę
to " naprawdę" razem?

1 2 3 4 5 6 7
Sylwester 2022

Santa Claus is coming...

Andrzejki. (Czary Mary, piersi MARY)

Myszka Podróżniczka

Pada śnieg

Halloween

Pikno panorama

Pełnia jesieni - wersja 1

Pełnia jesieni - wersja 1

Pełnia jesieni - wersja 2

Laura Bellini
Zapraszam do lektury!

Postaw mi kawę na buycoffee.to